Na koniec roku 2020

Kończy się ten rok, który zapoznał nas z (krótką) paniką, przypomniał o kruchości sytuacji, w jakiej się znajdujemy i przekonał, że nie możemy ufać nikomu poza samymi sobą. A i to tylko pod pewnymi warunkami. Pora zatem na podsumowania zeszłorocznych przepowiedni. A także na wysnucie następnych, na okrągły 2021 rok.

Przepowiednie dot. sytuacji globalnej

Daleki Wschód i Pacyfik

Napięcie między Chinami i USA rzeczywiście powoli rosło. I na razie nie ma zapowiedzi, żeby ta tendencja się rozpuściła. Zatem będzie rosło dalej. Ciekawe, jak daleko mogą się posunąć, zanim chore ego polityków weźmie górę? Na koniec roku Chiny wycięły numer całemu Zachodowi i zawarły pokazowe traktaty handlowe z pasyfiucznymi państwami Dalekiego Wschodu tworząc nową strefę wolnego handlu. Mądrale z lewicy wydęły usteczka, że "fi, co to za wolność, tylko dyktatura" - ale jak wiemy, Azjaci postrzegają te sprawy nieco inaczej. Np. nie są tak bardzo przywiązaniu do wolności słowa. Przynajmniej dopóki taki Czung czy Ping nie zrobi magisterki w Berkeley. Wtedy powrót do Azji może trochę zaboleć. Ale ostatnio coraz mniej.

Tymczasem dane makroekonomiczne, które jeszcze rok temu wyglądały nieco fantastycznie, teraz już każą się zastanowić nad tym, co to jest dłuższa i krótsza perspektywa. Z początkiem 2020 roku wybuchła w Chinach epidemia, która szybciorem przemieniła się w pandemię, w ciągu następnych miesięcy nawiedzając resztę świata, włącznie z pełnymi bogatych emerytów pasażerskimi gigantami snującymi się po oceanach. Mianowicie w marcu było mi jeszcze trochę żal Chińczyków, że tak ich epidemia kosi. Polska, jak to zwykle w ostatnich latach, wydawała się z boku wielkich wydarzeń (moja chata z kraja), nic nie zakłócało błogiego trawienia. Ale dopadło i nas. W końcu okazało się, że Chińczycy zdołali jakoś sytuację opanować (m.in. unikając wpadania w moralną pułapkę wolności indywidualnej i łapiąc społeczeństwo mocno za wsiarz) i już latem ich fabryki huczały pełną parą. Tymczasem Ameryka zaczęła wozić trupy ciężarówkami (ponad 300 tyś zmarłych), a liczba zakażonych oscyluje około 20 milionów (poniżej 2% śmiertelności, ciągle zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami). Europę kopnęło niezgorzej i zaczęła ćwiczyć kolejne zamknięcia (lock-down) wykonując na ochotnika seppuku na własnej gospodarce. W ten sposób przyłożyła się do samospełnienia przepowiedni Mao Zedonga o Europie jako upierdliwym przylądku, którego losy wkrótce przestaną kogokolwiek obchodzić. Rolą wymierającej Europy ma być tylko kupienie jak największej ilości chińskich towarów. Zanim wymrze. Ale kwestia pandemii zasługuje na osobny rozdział, więc o tem potem.

Nowy Jedwabny Szlak bis

Wracając do Chin i makroświata: wydaje mi się, że w przyszłym roku istota chińskiej strategii stanie się jeszcze lepiej widoczna: ucieczka do przodu. Chińczycy potrafią myśleć perspektywicznie i wiedzą dobrze, że skali pokoleń stanowią kartę bitą. Nie mogą wygrać długofalowo z potencjałem gospodarczym USA. Ale mogą ugrać, co się tylko da, zanim Amerykanie się połapią.

Mogą też Chiny spróbować technicznego nokautu i być może właśnie to robią: geopolityka USA sprawia, że państwo to jest nie do ruszenia na swoim terenie: znakomite naturalne drogi komunikacyjne, nadmiar ziemi uprawnej, własne zasoby minerałów, spora populacja. W każdej chwili USA mogą wypiąć się na świat, wrócić do izolacjonizmu i nie ponieść za to wielkich kosztów. A wtedy to właśnie Chiny zajmą ich miejsce. A przecież Chiny nie mogą sobie pozwolić na izolacjonizm. To już ćwiczyli i wiedzą, czym się skończyło. Aktualnie gospodarka Państwa Środka nie istnieje bez handlu światowego. Zatem, jeżeli Amerykanie się wycofają, na oceany wypłynie flota chińska. Nawet jeżeli zagrozi to bankructwem Chin.

Stąd tak stanowcze i nakierowane na cel posunięcia. Stąd tak szerokie działania w celu zbudowania nowych szlaków handlowych, niezależnych od światowego oceanu - to wszystko w dłuższej perspektywie ma zaowocować jeżeli nie przywróceniem, to przynajmniej częściową odbudową znamion równowagi sprzed odkrycia Ameryk. Kiedy najważniejszy był Szlak Jedwabny i Chiny produkowały dla całego ówczesnego świata (co przecież robią i dziś, tylko nagle Amerykanom przestało się to podobać). Problem w tym, że Chińczycy wymierają nie gorzej od Europejczyków. A jednych i drugich jest całkiem sporo, więc nie wymrą tak szybko.

Zatem będziemy obserwować jeszcze bardziej stanowcze działania Chińczyków. Dowiemy się więcej o ich obecności w Afryce, która ma stanowić dla nich rezerwuar taniej siły roboczej i klienteli na wzór związku Niemiec i Polski. A jednocześnie zbiornik surowców niezbędnych dla utrzymania produkcji. Interesy państw azjatyckich na tym polu są zbieżne. Muszą przełamać 150 lat dominacji mocarstw europejskich, które narzuciły im model gospodarczy oraz kierunki przepływów. A oba w dzisiejszych czasach ulegają szybkiej erozji, pierwszy z powodu rozkładu systemów politycznych, drugi z powodu upadku demografii dotychczasowych liderów świata. Oczywiście ani USA, ani jego wasale (niegdysiejsi władcy świata), nie mają zamiaru ustąpić walkowerem. Będą przeciwdziałać negatywnym (dla nich) tendencjom, jak tylko zdołają.

Nowy Jedwabny Szlak

Zatem i napięcie ponad wodami Pacyfiku będzie rosnąć, bo USA pozwoliło sobie na paroksyzm nowej rewolucji kulturalnej i w krótkowidzących oczach pomniejszych graczy wydaje się słabnąć. Ci słabeusze w przyszłym roku zetkną się z propozycjami ze strony Państwa Środka. Proces zamiany niegdysiejszego surowcowego peryferium świata na powrót w pępek świata ulegnie przyspieszeniu.

Australia faktycznie stała się bardziej widoczna w grze pacyficznej, ale o dziwo (tzn. rok temu o dziwo, teraz to mniej zaskakujące) raczej z pozycji słabeusza. Chińczycy snadnie Aussies docisnęli m.in. wykazaną wyżej strefą wolnego handlu. Ale też pokazali im, gdzie ich miejsce - może mają bardzo dużą wyspę-kontynent, ale jest ich nie więcej niż 40 milionów. A tyle Chińczyków to mieszka na przedmieściach Szanghaju. Z czym do ludzi. Sytuacji ich nie poprawiły płonące lasy eukaliptusowe, które co prawda płonęły tak jakby podobnie do innych takich pożarów w latach ubiegłych, ale tym razem sprawę nagłościono na całym Zachodzie.

Populacyjny pępek świata

Filipiny dowiedziały się, że niedługo przyjdzie im wybierać między ich dotychczasowym szefem (USA), a bliskim i bezwzględnym sąsiadem (Chiny). Co wybiorą, zależy od stanowczości rządu amerykańskiego. Czy zdołają zepchnąć na dalszy plan przemiany społeczne i wygenerować stosowną projekcję siły w postaci grup lotniskowców, czy dalej będą błaznować i pokazywać pijane nastolatki z dobrych domów nawołujące do zniesienia niewolnictwa.

Japonia i Korea będą siedzieć cicho i gromadzić zasoby na ważniejszy czas. Ich powodzenie i znaczenie zależy bowiem od potęgi USA, skoro nie mogą się oprzeć na słabości Chin. Zatem siedźmy cicho i udawajmy, że sprawy idą po staremu. Bo moment konfrontacji nie nadejdzie w przyszłym roku 2021. Tymczasem ich pozycja gospodarcza nie ulegnie osłabieniu, przeciwnie. Japonia zdobyła własną niszę w światowej ekonomii i na razie nikomu nie udało się jej stamtąd wygonić. Korea intensywnie nad tym pracuje i rozpycha się na polu najnowszych technologii. Też raczej nic jej nie grozi. Po prostu będą dalej zarabiać pieniądze.

Bliski i nieco dalszy Wschód

O dziwo, wojna w Syrii przestała kogokolwiek obchodzić. No fakt, wielkie walki ucichły, toczy się cicha kampania Turków przeciw Kurdom, armii syryjskiej przeciw niedobitkom powstańców i ISIS i wszystkich przeciw wszystkim.

Epidemia przysłoniła prawie wszystko, co wcześniej wydawało się ważne.

W Bejrucie pierdyknęło tak mocno, że słyszeli aż na Cyprze, ale dziś nikt już o tym nie pamięta.

Tymczasem (Turcję omówię dalej) poza widokiem światowej opinii publicznej kreuje się tam nowy porządek ponad ustalonymi przez niegdysiejszych kolonizatorów granicami (linijką po mapie). Kurdowie na bazie osłabienia Iraku i Syrii utworzyli dwa współpracujące oficjalnie, a nieoficjalnie się zwalczające organizmy protopaństwowe, które nie doczekają się światowego uznania jeszcze długo, nie to że w roku 2021. Być może nie przetrwają, jeżeli Iran dogada się z Turcją w ich sprawie. Irak tymczasem będzie się zmagał z faktem, że jeżeli nie Amerykanie, to będą nim rządzić Irańczycy. Syria przystąpi do sprzątania po wojnie. Oznacza to prawdopodobnie kolejną falę emigrantów, która zasili obozy przede wszystkim w Turcji.

Żyzny Trójkąt mapa

Turcja snuje wielkomocarstwowe plany, co mnie przekonuje, że jej planiści mają podobny widok jak chińscy: przepowiadają, że niedługo ich kraj może poważnie osłabnąć. Zatem ucieka do przodu, szczególnie, że ma sprzyjające okoliczności: za wyjątkiem Rosji i Iranu otoczona jest przez państwa upadłe, toczone wojną, albo zarządzane z innej stolicy (Grecja). Zasadniczo nikt się jej nie sprzeciwia. I w najbliższym roku raczej nikt się Turcji nie postawi. Ponieważ wciąż jeszcze nie przystąpiła ona do wydawania poważniejszych pieniędzy na zbrojenia, a uprawiane przez jej agentów tzw. łamanie praw człowieka przestało obchodzić zachodnią opinię publiczną z okazji epidemii, może teraz cichaczem i na spoko podbudować swoją pozycję w regionie. Wiemy, że tureccy agenci i wojskowi zaczęli mieszać w niektórych państwach Afryki, i to nie tylko w Libii. Wiemy o pomocy wojskowej udzielonej Azerbejdżanowi w ostatnim starciu z Armenią. Zatem możemy założyć, że przyszły rok będzie wyglądał jak jeden wielki sukces Turcji, na pohybel jej wrogom.

Linia kolejowa z Chin do portu Gwadar w Pakistanie wymaga otwarcia przejścia przez sporny Kaszmir. Zatem możemy się spodziewać, że niedługo wybuchną jakieś niepokoje na tej linii. Ostatnio żołnierze indyjscy tłukli się maczugami z chińskimi. Może gdzieś w zapadłych kątach Himalajów dojdzie zatem do eskalacji. Chińczycy docisną w Arunaczal Pradesz, żeby odwrócić uwagę od linii kolejowej. Ale nie musi się to wydarzyć w 2021. Chińskie żarna mielą powoli. Tutaj tylko odnotuję jeszcze, że inwestycje, które uprawiają Chińczycy w ramach tzw. pułapki kredytowej, wyglądają naprawdę imponująco: w Pakistanie trwa nie tylko budowa kluczowej linii Gwadar-Kaszgar, ale rewitalizacja i remont całej sieci torowej plus budowa solidnych dróg transportu samochodowego. I jakby tego było mało, kładzie się też magistrale danych, których wielkości i potencjału nie potrafię sobie dziś nawet wyobrazić.

Plan kolei i ich rozbudowy w Pakistanie

Afryka i Południowa Ameryka

Od lat pewne rejony świata stają się mniej interesujące dla perspektywy polskiej, tak jakby nie istniały. A przecież nie można lekceważyć ich wpływu i nie dostrzegać zmian. Jednak roczna perspektywa, jak sądzę, wydaje się za krótka, żeby przepowiedzieć z dużym prawdopodobieństwiem jakieś węzłowe wydarzenia. Tym bardziej, że o ile Ameryka Południowa istnieje głównie w kontekście USA, to Afryka stanowi mozaikę przecinających się licznych interesów. Z jednej strony widać, że Chiny umacniają swoją pozycję w porzuconych koloniach, to przecież nie mogą połknąć całego kontynentu na raz. Inwestują w infrastrukturę, a dzieci szkolne w Kenii pilnie kują chińskie krzaczki. Nigeria będzie eksportować coraz więcej ropy do Chin i okolic, bo azjatycki biznes pięknie rozłożył i skorumpował miejscową administrację - to już znacznie ponad poziom pojmowania grzecznych Europejczyków. Wojny domowe w Zachodniej Afryce będą dogasać, bo coraz mniej jest sił, którym się opłacają. Niepokonani partyzanci staną się biznesmenami szarej strefy, eksportującymi towary poza systemem celnym, w tym także takie jak narkotyki, diamenty i niewolników. Niestety, ten problem nie zostanie załatwiony w roku 2021.

Dzikie Pola i Septentrioni

Sprawy Wschodniej Ukrainy przycichły nieco w zeszłym roku. Sporadyczne potyczki i wymiany ognia Ukrów z Separami nie zwracały uwagi dziennikarzy. Nie zmieniło to sytuacji samych Ukraińców. Niemcy na początek roku zapowiedziały im wielkie otwarcie swojego rynku pracy, z czym niektórzy wiązali pewne nadzieje. Ale epidemia cały projekt przekreśliła. Pozostało im dalej opierać się na Polsce, która naśladując ślepo zachodnie wzorce wcale im tego nie ułatwiała. W tej kwestii Białorusinom wiodło się podobnie.

Do momentu, kiedy na Białorusi wybuchły poważne niepokoje polityczne. Z jakiegoś powodu ktoś postanowił usunąć Łukaszenkę, który po 20 latach roli głównego Czarnego Luda okolicy nagle zaczynał nabierać atrakcyjności - bo w tym nagle i coraz szybciej zmieniającym się świecie jego stabilność polityczna zyskała nowy polor i blask. A jednak to nie pomogło. Rosja, przyciśnięta od 5 lat sankcjami, wyraźnie postanowiła wyprztykać się ze wszystkich mocnych kart. A Białoruś widniała na liście jej spraw niezałatwionych. Dlatego podejrzewam, że FSB maczało palce w całej tej aferze. Życzę Białorusinom jak najlepiej, ale ciężko mi uwierzyć, że samymi demonstracjami, które trwają już od pół roku (chwała twardzielom!), zdołają dokonać czegoś, co nie udało się potężnej Rosji na Ukrainie przy pomocy czołgów i wyrzutni rakiet. Ale przynajmniej obudzili się jako naród i zbierają punkty prestiżu dla własnej legendy.

No i wyznaczają nowe trendy w obywatelskim nieposłuszeństwie. Najwyraźniej władze wszelkich krajów stały się odporniejsze na presję pokojowych demonstracji. W przyszłości, gdziekolwiek obywatele zechcą pouczyć swój rząd lub okazać mu niezadowolenie, będą musieli demonstrować coraz dłużej, coraz gwałtowniej i coraz częściej z zastosowaniem brutalnych aktów, w tym wandalizmu. Potem zacznie się strzelanie do policjantów. Aż wreszcie okaże się, że jak nie zginie kilkuset cywilów i paru mundurowych, to demonstracja jest nieważna. Wtedy zacznie się rewolucja. Tak było w każdym razie w Rosji początku XX wieku. Trwało dwie dekady i pochłonęło życie milionów, nie licząc samych ofiar wojny. Oby to nie pożeglowało w tym kierunku.

Obserwacja naszych wschodnich sąsiadów łacno dowodzi, że czasem pomimo najlepszych starań biurokracji, narody jako nieświadoma masa mogą realizować pozornie lepiej przemyślany plan: Ukraina wciąż zacieśnia związki z Polską, choć po obu stronach administracje robią wszystko, aby ten trend odwrócić. Po prostu ludzie jeżdżą do roboty do Polski i wywożą dutki na Ukrainę. Przy okazji przemycają przez granicę towar łatwozbywalny i generują trudny do policzenia ruch handlowy. Związki między Polską, Ukrainą i Białorusią wydają się dziś coraz bardziej naturalnym kierunkiem, w którym te narody powinny podążać niezależnie od wielkich przemian, które będą toczyć okoliczny świat. Po prostu silny może więcej. A zwykli ludzie chcą mieć wodę w kranie i możliwość zarobku, a nie ciągle tylko płaszczyć się przed biurokratami.

Europa i Ameryka Północna

Indolencja polskiej dyplomacji tymczasem budzi nie tylko zdumienie, ale i chyba przerażenie. Wygląda na to, że 15 lat po akcesji do Wspólnoty Europejskiej, po 5 latach pracy u podstaw doktora Bartosiaka i jego naśladowców, wciąż nie mamy elity zdolnej sformułować polską rację stanu. Tymczasem rzeczywiste podłoże przemian, które kształtują naszą ojczyznę od 15 lat, staje się coraz wyraźniej widoczne.

Wygląda na to, że Niemcy, drugi po Chinach eksporter uzależniony od światowego handlu, postanowił dokończyć wynaleziony w połowie XIXw plan Bismarcka "Mitteleuropa". Tylko nieszczęścia Wielkiej Wojny Trzydziestoletniej (4 lata I Wojny Światowej, 20 lat pieredyszki z chaosem i pomniejszymi wojnami, w tym domowymi, 6 lat II Wojny Światowej) nauczyły ich, że znacznie taniej i skuteczniej jest użyć samej gospodarki jako broni i pieniędzy jako pułapki.

Doszło do podobnego zjawiska jak udomowienie zwierząt, które zaczęło się wtedy, gdy nasi odlegli przodkowie spostrzegli, że pokojowymi metodami można uzyskać znacznie więcej niż agresją. Najpierw trzeba przestać traktować udomowiany obiekt jak ofiarę, czyli przestać nań polować. Potem trzeba zacząć wykładać mu papu, żeby się uzależnił od naszych dostaw i zapomniał, jak się zdobywa żarcie samodzielnie. Zbudować mu w miarę wygodne lokum, żeby przestał tolerować dopusty aury. Dobrze go upaść, żeby był duży i silny. A potem, delikatnie i łagodnie, nałożyć chomąto. Udomowiony, po przejściu długiego etapu oswajania, w końcu przestanie reagować stresem na obecność właściciela. Potem nastąpić może zjawisko wręcz odwrotne: pojawienie się pana będzie wywoływać w nim pozytywne zmiany fizjololologiczne (pańskie oko konia tuczy). I wtedy można go już wysłać na pole, do roboty. Za w sumie niewielką cenę długofalowego planowania, dobrze zaplanowanej inwestycji, zyskujemy wiernego, oddanego niewolnika, który pracuje na naszą rzecz i jeszcze się z tego cieszy. A korzyści są obupólne: właściciel pracuje mniej i lżej, a staje się coraz bogatszy, a udomowiony niewolnik zyskał bezpieczną i sytą przystań pod skrzydłami swego pana. Wszyscy są zadowolnieni. Oczywiście, dopóki nie przyjdzie kryzys i głód. Wtedy to udomawiający zjada udomowionego. W drugą stronę działa to rzadko.

Tak czy owak, jak powiedziałem, korzyści są obupólne, przynajmniej na razie. Polska zaakceptowała (choć ciągle nie jesteśmy w pełni udomowieni, jednak wojenna trauma trzyma mocno) swoją podległą pozycję w rozkładzie wysiłku produkcyjnego i korzyści finansowych. Polacy dzięki temu mają pracę, Niemcy mają tanią siłę roboczą i klienta na wyroby. I ta sytuacja się utrzyma.

Jednak ponieważ narody jako monady, czy abstrakcyjnie pojmowane organizmy, wciąż nie są tak rozumne, jak ich obywatele, powracać będzie chęć zastosowania choćby maciupkiej przemocy, aby przyspieszyć proces pochłaniania Europy Środkowej przez niemieckiego giganta: stąd na polu propagandy wciąż będzie się Polskę, Węgry, a jak kto inny podpadnie, to też, obrzucać różnorakim błotem.

Pamiętajmy jednakowoż, że jeżeli polityk niemiecki (holenderski, belgijski, luksemburski, jakikolwiek niepolski) poświęca tak wiele swoich przemyśleń kwestii np. praworządności w Polsce, w żadnym wypadku i nigdy nie oznacza to, że troska się tak bardzo o los polskich obywateli. Oznacza to raczej, że martwi go stan jego państwa, choć nie koniecznie (jak to ma miejsce w wypadku Niderlandów) w kwestii praworządności. Jest to po prostu odwracanie uwagi własnych obywateli od ich lokalnych problemów.

A problemów w Europie będzie przybywać, choć raczej nie gwałtownie, powoli i systematycznie: - imigranci z Afryki będą napływać licznie i coraz liczniej, choć Wielka Fala jak w roku 2015 raczej nie wystąpi, - społeczeństwo dalej się będzie starzeć, co wywoła rosnącą frustrację wśród młodzieży, - Wielka Brytania dołoży wszelkich starań, aby pokazać, że Brexit był dobrym pomysłem - i w 2021 rzeczywiście będzie na taki wyglądał, - Francja będzie musiała zająć się Hiszpanią targaną paroksyzmami politycznymi i rosnącym bezrobociem z powodu wywołanego epidemią upadku turystyki, - Niemcy też się zajmą Hiszpanią i wykupią sobie kolejne ziemie na działki emerytalne, - Polska i Węgry dalej będą odgrywać chłopców do bicia, co będzie wybitnie na rękę panującym w tych krajach frakcjom, - Małe kraiki jak Austria, Słowenia, Chorwacja etc, dalej nie będą nikogo obchodzić.

W USA za to wydarzy się wiele na razie trudnych do przewidzenia paroksyzmów: - właśnie prezydentem został sypiący się ze starości przedstawiciel tzw. Inner State, - ale jego wice została zaprzysięgła, ideowa komunistka, - poprzedniego prezydenta Inner State chce tak zgnoić, żeby już nikomu nie przyszło do głowy wychylać się ponad poziom trawy, - wybryki magnatów internetowych, choć na razie na rękę frakcji dążącej do przechwycenia wygranej w wyborach władzy, potem staną się powodem, dla których trzeba będzie tych bogaczy nieco utemperować, - kto wie, może się ktoś zorientuje, że USA jest rozdarte konfliktem między dwiema frakcjami: wielkie banki plus internetowi magnaci chcą jak najszerszego światowego zasięgu, a producenci przemysłowi i banki lokalne chcą izolacjonizmu mocarstwa. - ciekawe, kto wygra.

I tym optymistycznym akcentem kończę tę przepowiednię.


Autor: flamenco108 w Z poziomu podłogi w czw 31 grudzień 2020. Tagi: Zpodlogi, wielotyka, eko-nom, przydum, obyczaje,

Comments

komentarze odpala Disqus