Słodkie życie w epidemii 2021

W momencie, gdy piszę te słowa, na świecie notuje się oficjalnie ok. 15tyś zgonów dziennie z powodu wirusa koronnego wywołującego chorobę podobną do grypy, ale z o wiele większymi powikłaniami zarówno po ilości, jak i jakości. W skrócie COVID-19. Przypomnę swoje wynurzenia sprzed paru miesięcy, kiedy blady strach rządził ludzkością: pod koniec maja 2020 roku rejestrowano około 7tyś zgonów dziennie przypisanych do koronawirusa. Dziś, co łacno można wyczytać z tabelki, dziennie umiera już ok. 15tyś osób dziennie na całym świecie. I liczba ta ciągle rośnie. Z początkiem roku odpalił program szczepienia ludzkości, więc państwa prześcigają się w podkradaniu sobie (jednocześnie wycierając sobie gębę szczytnymi hasłami o solidarności międzynarodowej, terefere) transportów szczepionek. Niszowe grupy oszołomskich protestantów próbują wciąż zwrócić uwagę świata na fakt, że szczepionki te nie zostały stosownie przetestowane, więc cały ten program przypomina nieco użycie ludzkości jako darmowych królików doświadczalnych, którzy w rzeczywistości jeszcze sami płacą za możliwość eksperymentowania na nich. I to słono płacą. Coraz drożej, bo fabryki nie nadążają z produkcją szczepionek. Przedpłaty idą już z rocznym wyprzedzeniem. Wybuchają afery, bo jedne kraje podkupują drugie. Tyle w kwestii solidarności i współpracy międzynarodowej.

Po latach sytych złudzeń na nowo uczymy się twardej gry politycznej.

Wakcyna

Tymczasem wciąż nie wiada, czy te preparaty w ogóle działają zgodnie z naszym pragnieniem. Ku pamięci pokoleń pozwolę sobie zlinkować tutaj, tutaj i oryginał, artykuł, który mnie przekonał. Konkretnie przekonał mnie, że w większości wypadków najgorsze, co nas czeka po zażyciu tej nieprzetestowanej szczepionki, to możliwość, że ona po prostu nie zadziała. Dziś wciąż tarzamy się w mieszance kłamstw ze bzdurami, jakimi raczą nas niegdyś te poważne, czyli głównonurtowe media, zatem nie wiemy, czy te różne powikłania poszczepienne występują w odsetku zupełnie normalnym, czy też może jednak nieco większym, niż przy poprzednich okazjach, gdy naukawce postanowili zbiorowo zaszczepić całą ludzkość.

Faktem nie do zapomnienia pozostaje oczywiście, że ostatnia taka wielka akcja dotyczyła chyba polio, czyli choroby Heinego-Medina, która atakowała przede wszystkim dziatki (dzieci) zamieniając je w dożywotnich inwalidów (vide prezydent FDR czyli Franklin Delano Roosevelt). Współczesna epidemia szkodzi głównie nie dziatkom, a dziadkom i w takim wypadku pogłębia ich stan starości, czasami do takiego stopnia, że aż umierają. Czasami robi to tak gwałtownie, że przypomina to pełnowartościową chorobę, a nie katar, którego dziś nikt się nie boi. Oczywiście czasem też wali po młodszych i oni też umierają. Ale młodym jednak łatwiej wykończyć się przez młodzieńczą głupotę niż przez koronawirusa. Choroba ta najgroźniejsza jest dla ludzi starszych. Stąd oczywiście głosy głupiej z natury młodzieży (takiej od 20-tki do 50-tki), że cała ta choroba to wielki fejk, bo naturą staruszków jest umierać, niech więc zatem w końcu umrą, to będzie spokój.

Zapominają, o przenajgłupsi, że swój dobrobyt zawdzięczają tymże właśnie staruszkom, którzy całe życie odejmowali sobie od ust ostatni kęs strawy, aby ich dzieci i wnuki miały lepiej. Zatem opieka nad starszymi być może jest jakimś tam moralnym obowiązkiem młodszych? Kto wie?

Faktem jednakowoż bezspornym pozostaje, że jeżeli młody nie może iść do pracy i zarobić kasabubu, to z jego opieki nad starszymi wyjdzie, co ma wyjść. I to w sumie bez znaczenia, czy chodzi o opiekę bezpośrednią, nad własnymi ancestorami, czy pośrednią, przez opłacanie haraczy na organizacje mające troszczyć się o wszystkich, czyli też jakichś tam obcych staruszków. Którzy (jakże licznie w ostatnich pokoleniach!) nie zatroszczyli się o własne potomstwo i teraz żądają, aby państwo opodatkowało na ich rzecz dzieci sąsiadów.

I tak to się kręci. Rząd ogłasza trzecią falę koronawirusa i szykuje nas na Wielkanoc przez zdalne połączenia.

Zdalne święta

Tymczasem ludzkość powoli zaczyna mieć dosyć tego koronawirusa. Panika się znudziła, ludzie chcą wracać do pracy, której rząd im odmawia. Ten sam rząd, który powinien tylko chwalić się, ile to nowych miejsc pracy wygenerował. No, trochę bez sensu.

Po przepowiedniach, jak to nasze życie się zmieni, niedługo przyjdzie czas na podsumowania. Wiadomo, że w sektorze wszelkich usług, które polegały na tym, że ktoś ci mówił coś, będzie się to załatwiać zdalnie. Już od lat działały serwisy uczące języków. Teraz rozciągnie się to zapewne na wszelkie kursy specjalistyczne, zapewne niektóre zajęcia akademickie. Tam, gdzie ludzie są dorośli i sami decydują, w jakim zakresie chcą uczestniczyć w zajęciach. Być może np. na uniwersytetach standardem stanie się wykład hybrydowy: student będzie mógł uczestniczyć w nim na sali wykładowej lub zdalnie. Może pojawią się różne statusy studiowania, z wachlarzem opłat.

Jak wiadomo, generalnie uzdalnienie polskiej służby zdrowia poszło co najwyżej tak sobie. Ludziska cenią osobisty kontakt z lekarzem, choć moim zdaniem w wielu wypadkach można by sobie darować. Kiedy chodzi mi o receptę na lek, wystarczyłby dobrze zrobiony portal, na którym składam zamówienie. A lekarz, który i tak działa w kajdanach procedur, sprawdza, czy może mi ją wystawić i klika w odpowiedni klawisz.

A my, zwykli ludkowie, czekamy ze drżeniem i bojaźnią na nadejście onego strasznego kryzysu, przed którym nas ongi ostrzegano. Bo przecie musi nadejść: jeżeli nagle 20% ludności przestało wydajnie pracować, to coś z tego wyniknie bez ochyby. Tertium non datur. Ale przeróżni analitycy zaczynają rozmywać wizję i tworzyć nową. Mianowicie ów kryzys będzie łamał bardzo wybiórczo, niczym nieliczne bomby spuszczane ze złośliwych Messerschmidtów na cywilne domy w wielkim mieście: tu buchnie, tam wybuchnie, sensacja przez 30 sekund, ale potem znowu cisza i nuda. Za to będzie się to odbywało konsekwentnie i stale. Aż po np. 10 latach ze zdziwieniem skonstatujemy, że kiedyś na zbudowanie domu wystarczał kredyt na 30 lat, a teraz potrzebne są dwa kredyty na 40 lat. I znowu pojawi się konieczność liczenia forsy, kiedy zechcesz sobie piwko bachnąć. Ileś tysięcy lżejszych nałogowców zrezygnuje z palenia papierosów, bo będą za drogie. Przez to oczywiście zrobią się jeszcze droższe, bo władza musi na nich zarabiać. Zatem kryzys poznajemy po większej liczbie tryumfalnych wiadomości, jak to policja znowu złapała TIRa pełnego lewych fajek przemycanych z rajów nikotynowych.

Jeżeli kryzys się pogłębi, to kto wie, niewykluczone, że zacznie się propaganda przeciwko pędzeniu własnego alkoholu. Po tym poznamy, że jest już naprawdę bardzo źle.

Wówczas też wzrośnie przestępczość, bo znowu zacznie się opłacać zwykłych ludzi okradać. I tak to się potoczy spiralą w dół. Kto przeżył Dziki Wschód początku lat 90-tych, ten wie, o czym tu piszę.

I oby sprawy nie zaszły tak daleko.

Czego wszystkim życzę.


Autor: flamenco108 w Z poziomu podłogi w nie 28 luty 2021. Tagi: Zpodlogi, wielotyka, eko-nom, przydum, obyczaje,

Comments

komentarze odpala Disqus