Ze startu machiny relacji ciąg dalszy.

W niedzielę oprócz kopania drzewek zajmowaliśmy się rozmowami z wykonawcami fundamentów.

Pierwszy pojawił się przed południem. Popatrzył, pogadał, wiedział lepiej, jak należy zrobić fundament, pomimo dokumentów. A w ogóle, to zainteresowany był tylko robieniem robót betoniarsko-murarskich, a resztę powinniśmy zrobić we własnym zakresie. A poza tym, to nie wiedział, czy w ogóle znajdzie czas, bo ma jeszcze inną robotę.

Następny miał się niespodzianie pojawić, ale się nie pojawił. Za to niespodzianie okazało się, że znamy jeszcze jednego - potencjalnie bardzo dobrego wykonawcę naszego fundamentu. Od lat naprawia nasze samochody. Ale nie boi się żadnej pracy. I rozumny jest, sam sobie poradzi. Szczerze mówiąc, chciałbym, żeby on pokierował budową mojego fundamentu. Nawet, jeżeli wyszłoby to trochę drożej.

Nawiasem mówiąc, te wyjazdy na Wyspy rzeczywiście trochę przetrzebiły rynek budowlany. Naprawdę trudno, pomimo, że sezon budowlany na dobrą sprawę jeszcze się nie rozpoczął, znaleźć sprawną ekipę. Łatwiej znaleźć majstra, który tylko jęczy, że on bardzo chętnie, ale ludzi nie ma.


© Krzysztof Smirnow 2015