Przed kolejnym skokiem.

Chyba wszystko na jutro uszykowane. Dziś wyczerpałem (mam nadzieję) zapas pecha. Powinno się udać.

W poniedziałek wykonaliśmy z Głównym Technologiem oraz Otharem małą nadleweczunieczkę, albowiem okazało się, iż beton opadł w niektórych miejscach poniżej strzemion. Niby nie szkodzi bardzo, ale jakoś tak nieelegancko. A i Kierownik Budowy bardzo naciskał, a nam się bardzo nie chciało. Ale jednak kupiłem w poniedziałek 6 worków cementu portlandzkiego i 2 worki zużyliśmy mieszając beton w starej wannie. Jutro zobaczę, jak to wyszło, bo kończyliśmy po ciemaku.

We wtorek udałem się na zakupy: szczoty do smarowania masą dyspersyjną ścianek fundamentowych - 4 sztuki, pędzle ławkowce do smarowania olejem metalowych szalunków - 2 sztuki, pręty gwintowane fi 12mm, metrowe - 5 sztuk, nakrętki na pręty - 20 sztuk, tyleż podkładek fi 45x12mm. A to do zrobienia kotew na podwaliny.

Dziś, czyli w środę była przerwa technologiczna, wykorzystałem ją na zużycie nagromadzonych zapasów pecha. I tak, na porannym treningu coś mnie załupało w kolanie, więc nie dokończyłem dystansu. Po drodze do pracy dałem się uderzyć w bok jakiejś audicy. Kierowca na szczęście uznał swoją winę - wymusił pierwszeństwo skręcając w lewo na czerwonym - i podpisał stosowne oświadczenie. Na koniec dostałem telefon od Najlepszej z Żon, że ma gorączkę i mam przyjeżdżać zająć się przychówkiem. I tak minął ten dzień.

Oby jutro i pojutrze, i po pojutrze już wszystko poszło gładko. A w planach mam: zakupić elementy kanalizacji podziemnej, zapłacić i przywieźć podwalinę impregnowaną ciśnieniowo, odebrać szalunki, wykonać szalunki, wykonać wylewkę (sobota), odebrać fakturę za folię, znaleźć gdzieś w sumie 50mb rury PE do doprowadzenia wody, jakąś tańszą rurę na rurę osłonową kabla elektrycznego... Zapomniałem, co jeszcze. Na szczęście jest Główny Technolog i telefony komórkowe.


© Krzysztof Smirnow 2015