Ostry początek drugiego etapu.

Tak. Zaczął się wreszcie ten wyczekiwany drugi etap budowy. Zaczął ostro, z kopyta. Niczym koń, co se trawkę na miedzy skubie, a popiarduje niechcący i z lekka, denerwuje wozaka, wkurzało mnie to oczekiwanie. Ale jak już się zaczęło, to tak, że aż.

Ekipa błyskawicznie osadziła podwaliny i zabrała się za zbijanie ram domu. Nie zdążyłem się zapytać, jak rozwiązali te wszystkie problemy z nierównościami fundamentu, z niewłaściwym osadzeniem kotew w betonie. Jakoś im się to udało.

zakotwienie
podwaliny

Na placu budowy pojawiłem się ok. 17:30. Stała już cała północna ściana, chłopaki właśnie ją sztywnili tymczasowymi zastrzałami.

ściana już
stoi

ściana północna już
stoi

a tutaj drzwi balkonowe i wyjście na
taras

To powyżej to drzwi balkonowe i wyjście na taras. Tarasu, a właściwie werandy jeszcze nie ma, ale będzie. Napewno.

Trochę się pokręciłem po placu budowy, ponapawałem odrobinkę i ze wstydem stwierdziłem, że zasadniczo nie ma tu dla mnie nic do roboty. Ekipa radzi sobie śpiewająco beze mnie. Podobno w Hameryce domy budują zespoły złożone z trzech ludzi. U mnie pracuje czterech i widać, że wszyscy na raz muszą zasuwać głównie przy przestawianiu gotowej ramy. Ale będą mieli więcej roboty, jak przyjdzie do budowy dachu, oj, taaaak. Na szczęście pojawił się brat i odbyła się burzliwa narada na temat następnego etapu, czyli kwestii dostaw wełny mineralnej, płyty gipsowo-kartonowej, profili stalowych oraz mnóstwa innych drobiazgów.

widok z góry na ścianę
północną

widok z góry - pierwszy segment południowej ściany już
stoi.

A potem zapadł wieczór i wszystkie grzeczne dzieci poszły spać.


© Krzysztof Smirnow 2015