Koszmarne dachowanie

Piszę ten rozdział trochę poniewczasie i na zimno, ale co poradzić, kiedy wcześniej czasu nie było. A i teraz nie ma go zbyt wiele. Krótko mówiąc - dachowaliśmy. Cały czas.

Ekipa po zbudowaniu szkieletu raźno zabrała się za nabijanie desek dachowych.

Nie jest to taka sobie prosta sprawa. Jak to zwykle na budowie, wylazło parę spraw, których nie przewidzieliśmy. Na przykład, okazało się, że nachylenie dachu (wynegocjowałem u architekta zniżkę o 5 stopni, chciał 45 stopni, a wyszło 40 stopni) jest całkiem spore, a strugana deska dachowa nie stanowi dobrego podłoża dla butów. Czyly ślyisko. A przez to ciutek nieprzyjemnie.

sciana
w

szczyt

zaczynamy
dach

wieczorem

Do tego dokuczał nam skwar i spiekota. Najbardziej odczuwali to chłopcy, którzy wzięli na się zaszczytną misję nabijania deski dachowej - spędzali długie godziny na dachu, gdzie temperatura w słońcu sięgała zapewne 50 stopni. Jednego dnia sprawdziliśmy, ile wypili od rana do południa: wyszło po 5 litrów na głowę. Faktycznie, koszty napojów bezalkoholowych zajęły poczesne miejsce w moim kajecie wydatków za ten okres.

prace w
salonie

Prace przygotowawcze koncentrowały się na terenie salonu i korytarza. W sypialniach i łazience zgromadziłem (tymi ręcami) zapas wełny mineralnej.

f

Majster wykazał się maestrią w graniu na pile mechanicznej, kiedy przyciął równiuteńko zakończenia krokwi pod pas deski wiatrowej. Przy okazji zużył materiał przeznaczony na dach, co zapewne skróciło moje życie o kolejne kilka dni z powodu stresu. Za to deska wiatrowa wyszła ładniejsza niż to sobie zaplanowaliśmy ongi, hej tam, w listopadzie ubiegłego roku, kiedy tworzyliśmy z Głównym Technologiem zestawienie drewna do konstrukcji domu.

a

x

Daszek nad wejściem okazał się ładniejszy i większy niż to sobie wyobrażałem. Podobno nie koniec zaskoczeniom... Tu się zwierzę: myślałem, że dom budujemy trochę mniejszy. Cały czas nie mogę się pozbyć wrażenia, że postawiliśmy stodołę. Ale daszek nad wejściem ładniutki. Nie gankowaty. Nie znoszę tych pseudoszlacheckich ganków frontem do ulicy. Co one niby mają mówić? Bo przecież nie służą niczemu - nie stoją na nich fotele bujane, ni stoliczki wiklinowe przykryte koronkowym obrusem, a na nich szklany dzban limonady, packa i martwe muchi... Wszystko, co tam się znajduje, to wycieraczka i czasem też miotła do zamiatania ścieżki.

Moja tymczasem zajmowała się kosmetycznymi drobiażdżkami: nabijaniem gwoździków-papiaczków na krokwie od wewnętrznej strony, zaczepianiem drutów na nich, żeby powstała sieć, na której spocznie wełna niemor... tfu, mineralna... Stop! Przerwać prace, prawi majster. Przyspieszamy deskowanie, omijamy upychanie wełny, czas się kurczy. Ocieplenie poczeka.

druty

biją
dechy

pierwsze
deski

Układanie dachu miało się odbywać etapami: najsampierw wiatroizolacja, kontrłaty, nabić pas desek, później na to papa podkładowa i wreszcie stuku-puku papiaczki w koszulkach czyli z podkładkami.

warstwy

wełna na
poddaszu

płaszczyzna

Ale czas ciągle się kurczył, czyli ubywało go. Nie pomagało wygnanie na dach kolejnych ochotników.

akrobaci

Warunki pogodowe, tak sprzyjające wszelkim pracom budowlanym stanowią antytezę warunków niezbędnych do układania papy. Niestety, papuchnę można układać tylko w warunkach skrajnie średniej, w żadnym wypadku średnio skrajnych. Udało nam się zainstalować dwa pasy tej szlachetnej powłoki i odpuściliśmy sobie. Na razie.

papa

pasy

papiaki

Czas płynął potem i deskowania na dachu z wolna przybywało.

widoczek

zbliżamy się do
kalenicy

Zbliżał się piątek, kiedy majster klepka miał się zwijać ku Arktyce, a tu dach nie powleczony drewnianym welonem... I do tego lunęło... Katastrofa. Albo żar i spiekota, że aż papa kapie, albo burza i deszcz, że płakać się chce. Na szczęście rośnie godny następca - Freddy Kruger, mistrz piły mechanicznej, maestro tańca na krokwi. Zobowiązał się dokończyć. Pod jego kierunkiem ekipa ma kontynuować prace do tzw. oporu - ich, okoliczności zewnętrznych lub mojego.

kruger

znowu
kruger

pablo

Na dachu sekundował mu uciekinier z Meksyku, Pablo de la Pilla.

widoczek

akrobaci

Aż przyszedł ten dzień. Zainaugurowaliśmy salon w ramach skromnej, kameralnej uroczystości. W ten sposób przekonałem się, że w rzeczywistości nie da się tam ustawić stołu w poprzek pomieszczenia.

uroczystość

Ekipa pojechała, przyszedł ranek, kolejny etap negocjacji z panem od okien, lekki kac i wielkie niewyspanie.

rankiem

rankiem

Dobranoc.


© Krzysztof Smirnow 2015