Wylewki wylane - krótka chwila na złapanie oddechu.

Nie zdążyłem przecisnąć się przez korki na budowę - ekipa wylała, co miała wylać, zainkasowała szmal i zwinęła się.

W ten sposób dokonałem z jej szefem wymiany świadczeń na najwyższym poziomie zaufania. Telefon do niego pozyskałem przez forum muratora. Ponieważ to ja do niego dzwoniłem, ani razu się mi nie przedstawił. Po prostu przyjechał ustalonego dnia i wobec faktu, że zobaczył na placu potrzebny materiał, przystąpił do prac. Główny Technolog, który w moim zastępstwie wziął urlop i miał nadzorować roboty, siedział cały dzień w wykopie pod rurę szambową, bowiem uznał, że ekipa jest na tyle sprawna, że nie będzie jej przeszkadzał. Zatem tylko w odpowiednim momencie wyszarpnął gotówkę, piątka, piątka, dziękuję i do widzenia. A ja z wizgiem opon zajechałem prawie godzinę później. W związku z tym mogę zaprezentować jeno parę fotek z gotowej wylewki.

Czy go polecam? Na razie zdecydowanie POLECAM. Tak właśnie się to powinno odbywać w cywilizowanym świecie. Jeżeli jakość wylewek będzie odpowiadać organizacji pracy tej ekipy, dostaną ode mnie specjalną laurkę i upublicznię ich numery telefonu. Im to pomoże, napewno, ale czy pomoże to innym budującym? Przecież nawała klientów musi zaowocować spadkiem jakości i wzrostem cen...

Taki oto widok ukazał się moim pięknym oczom. Podłoga w przedpokoju, czy też, jak to się poprawnie nazywa w języku mieszkańców domów jednorodzinnych, sieni, lub w slangu architektów - wiatrołapie.

Wylewka w
przedpokoju.

Niżej można zobaczyć, jak to się układa w mniej-więcej przekroju. Białawe coś na samym dole, to styrodur, ocieplenie fundamentu, które wysunęliśmy nieco wyżej, następnie widać drewniany próg, żywcem nabity na dolny oczep szkieletu ściany. Czarna folia została przez wylewkarzy zawinięta, inakszy zobaczylibyśmy styropianowe ocieplenie poziomej podłogi, które, mając, co mające, 15cm grubości, pozwoliło sobie wychylić się ponad ten drewniany ogranicznik. A powyżej, jak łatwo się domyślić, ten tajemniczy beton z agregatu.

Widok na warstwy
podłogi.

Konsystencja tegoż betonu jest dla mnie tajemnicza i zastanawiająca - przypomina mokry piasek, zasię cement prawie nie zostawia śladów na ręku. Naprawdę jestem ciekaw, jak to wyglądać będzie dziś, kiedy ma już być nieco podeschnięte i stwardniałe.

Tu, proszę wycieczki mamy gładź podłogi salonu i jadalni. Drewniany słupek po lewej wyznacza narożnik korytarza.

Salon wylany i
gładki.

Przekręciwszy obiektywy nieco na lewo, zobaczymy otwierający się korytarz i nie zamkniętą jeszcze strefę kominka wraz z wystającą z wylewki zgrabnie rączkami inwestora zabezpieczoną rurą napowietrzającą oraz drewnianym słupkiem wspierającym podciąg. Podciąg, jak sama nazwa wskazuje, podpiera to, co na nim leży.

Wylewka w salonie, korytarzu i strefie
kominka.

Na do widzenia prezentuję jedno zdjęcie wykonane akrobatycznie z drabiny wypuszczonej z poddasza w środku domu, gdzie jeszcze nie można chodzić. Widok na drzwi pierwszego, czyli mojego, gabinetu.

Akrobatyczne zdjęcie w kierunku
gabinetu.

Do widzenia.


© Krzysztof Smirnow 2015