Szambo i reszta

Od wczoraj, jak ktoś jest umiejętny akrobatycznie, to zdoła się wypróżnić w naszym nowym domu. Znaczy, zdoła uczynić do po bożemu, do rury kanalizacyjnej. Szambo mamy już podłączone.

Trochę było z tym latania, ale głównie dzwonienia. Nie wiem, jak budujący w innych stronach kraju, ale w mojej okolicy najwyraźniej szamba zamawia się pod Radomiem, gdzie znajdywa się główne zagłębie szambowe. A ponieważ plan miejscowy nie dopuszcza innego rozwiązania, zamówiłem szambo szczelne.

Kabel
oznakowany.

Już wcześniej pisałem, w miejscu, gdzie zaprojektowaliśmy zbiornik na pozostałości po rozkoszach życia, znalazł się kabel telefoniczny, którego w tym miejscu miało nie być, całkiem nie być, cytując Papuasa z powieści o przygodach Tomka Wilmowskiego.

Kopara zaczęła
kopać.

Odwlekałem wizytę koparki przez dwa tygodnie, aż mi szef firmy powiedział, że dłużej czekać nie będzie. Ponieważ monitowałem Tepsę prawie codziennie, ale bez efektu, postanowiłem, że kopara może zaczynać. I tak stalowy potwór znowu zaczął się panoszyć po działce.

Łychą po
kablu.

Operator trochę się tego kabla bał, bo już kiedyś w życiu zdarzyło mu się trafić w energetyczny. Ale w końcu nie dało się dłużej kopać omijając pięciocentymetrową pytę w kolorze trash-metal. No, i zerwał. Wkrótce pokazały się warstwice.

Dół.

Za to później, kiedy tepsiarze naprawili prowizorycznie zniszczony kabel przyjechało szambiszcze i dało się wstawić.

Sząbo.

Chambeaux.

Płyta najazdowa na
górę.

Płyta najazdowa na
dół.

Szambo
wkopane.

Pozostał jeszcze drobiazg, czyli podłączenie czekającej w napięciu rury do onego zgrabnego zbiorniczka, co niniejszym przy pomocy Głównego Technologa uczyniliśmy.

I tak można ten dom nazwać już skanalizowanym. Choć może beka nie dałaby na razie rady wjechać, ale kogo to obchodzi?


© Krzysztof Smirnow 2015