Koniec wielkiej budowy.

Tak. Wczora z wieczora odtrąbiliśmy koniec wielkiej budowy. Skończyły się grube roboty budowlane, pozostała dziubdzianina i schody do zrobienia. Trzeba zacząć mieszkać.

Dekarze w spokoju ducha i zupełnie bez pośpiechu pchnęli robotę korzystając z bezdeszczowych okoliczności klimatu.

Z przygód, do których zdążyłem się już przyzwyczaić przez ostatni rok, wydarzyła się tylko szybka wycieczka po gwoździe papowe typu, który się nie pojawia w pobliskich składach budowlanych. W ten sposób miałem ponad 70km do pracy, prawie wszystko po mieście. Jak w Mexico City...

Dekarze na
dachu

Gotowy dach pyszni się po północnej
stronie

Ale w końcu nadszedł ten długo oczekiwany dzień, kiedy dach się ostatecznie zazielenił, kiedy mogliśmy sobie z Głównym Technologiem powiedzieć: ufff. Bo nie mieliśmy nic bardziej istotnego do powiedzenia.

Dach gotowy trochę
bliżej.

Do przeprowadzki pozostało nam już tylko podłączyć kocioł (serwisant się nie pojawił nie podając przyczyny), wstawić drzwi do pokoi na parterze (brat budowlaniec wskazuje to jako jedyną skuteczną metodę zakończenia wykończeniówki), położyć wykładziny - i sprzątać, sprzątać, sprzątać. A potem można już wstawiać meble.

Elewacja południowa z gotowym
dachem.

Czy w tym szczytnym momencie, kiedy wieńczą się trudy całorocznego znoju i mozołu, Inwestor budowy coś czuje?

Tak, Wysoki Sądzie, czuje znużenie. Nie ma jakiejś silnej satysfakcji, radości. Jest tylko smutek, bo konto czyste, a potrzeba jeszcze parę tysięcy, żeby zakończyć budowę wentylacji i schodów - acz do zimy zostało jeszcze trochę czasu. Jest takie dziwne uczucie nietrwałości tej budowli, którą wznieśliśmy, bo znam każdy jej bebech, patrząc na pobieloną ścianę widzę w środku stalowe kątowniki, wełnę mineralną i kable. Prześwietlam wzrokiem kafelki i widzę betonową wylewkę z ukrytymi wewnątrz niej rurami ogrzewania podłogowego. Pod nią pa cichońku ugina się styropian i wetknięte weń przewody i rurki przeróżne, różniste. Niżej betonowa płyta spoczywająca na piaskowej poduszce. Czy kiedyś zapomnę o tych drobiazgach i będę mógł się cieszyć błogą nieświadomością, z czego ta chałupa została zbudowana?

Zaczęło się niewinnie, od pomysłu zdewastowania kawałka działki:

na
początku

tak to było na
początku

Aby dziś osiągnąć taki oto stan:

tak na
końcu

A cała historia zapisana jest tutaj.

A na razie pozostaje tylko szykować się psychicznie na kończące prace na parterze dziubdzianki, a to tu domalu, a to tu przykręć gniazdko... Ah, no tak. Jeszcze trzeba obszyć cały patch-panel i gniazdka komputerowe, żeby sieć zaczęła fungować. I kable na komin wyrzucić, żeby można się było antenką do internetu wpiąć. I antenę telewizyjną zamontować, żeby w zimowe wieczory nie musieć chodzić do letniaka rodziców.

A na razie tkwię gdzieś nad Zalewem Zegrzyńskim, bo mnie pracodawca wysłał na szkolenie. Ratunku! Hilfe!


© Krzysztof Smirnow 2015