Gruntowy Wymiennik Ciepła - forpoczta.

Z braku lepszego pomysłu można robić różne rzeczy. Na przykład nowoczesne i kontrowersyjne rozwiązania techniczne dla polepszenia wentylacji w domu. Polepszenia? To się jeszcze zobaczy.

Dołek

Jak zdarzyło mi się zauważyć w jednym z pierwszych wpisów do tego bloga, budowa to powódź szczegółów, a każdy z nich grozi mniejszą lub większą ryfą. W opisywanym przedsięwzięciu potknięć zanotowałem co najmniej 50%, o ile da się to wyliczyć w procentach.

Kierowniczka

Kierowniczki

Gruntowy wymiennik ciepła, to sprawa zasadniczo prosta: kopiesz dół, montujesz z jednej strony rurę, przez którą nawiewa powietrze z ogródka, z drugiej, podłączoną do domowej wentylacji, rurę, przez którą to wchodzi do domu.

Zasypujesz to żwirem, możliwie otoczakowym, żeby powietrze miało mniejsze opory toczenia. Ze wszystkich stron okładasz geowłókniną, coby się to nie pomięszało z otaczającym gruntem. Zakopujesz. Ewentualnie od góry serwujesz jeszcze styropian, żeby się wydawało, że to wszystko jest głębiej. Niby proste, ale...

Rura GWC

A wszystko przez Głównego Technologa. Wytyczne do budowy wymiennika zakupiłem już bardzo dawno temu. Napisano tam, że złoże, czyly to coś, przez co przelata powietrze, żeby się ogrzało zimą, a latem schłodziło, wypełnia się żwirem otoczakowym frakcji circa 1-3cm. Jest to łatwo dostępny materiał, w każdej żwirowni można go kupić, ile wola. I to płukany dwukrotnie, czyli czysty.

Pełno kamieni

Cóż, jednakowoż albowiem Główny Technolog pokazał mi ten żwir i prawi: "Przez to nie będzie przechodzić powietrze. Za duże opory, potrzebny będzie dodatkowy wentylator wtłaczający. Trzeba wziąć żwir grubszy.". Dotychczas jego pomysły były lepsze od standardu. No to ja złapałem za słuchawkę i dawaj szukać. I co? I nie ma - otoczaki grubsze od 3cm nie są z reguły do niczego potrzebne. Logika podpowiada zatem, że wszędzie powinno być ich wbród - gdzieś w kącie każdej żwirowni powinna leżeć taka zwałka niepotrzebnego kruszywa. Ale nie ma.

zraszacz raz

W końcu kierowca ciężarówki, który zapewnił mi kompleksową obsługę przedsięwzięcia budowy dróg, doniósł telefonicznie, że gdzieś półsta wiorst od nas, het pod Tarczynem, zalega w kopalni pospółki takiż materiał - pozostałość po płukaniu pospółki. Grube kamwory, wymięszane z cieńszymi - dla mnie bomba. I jeszcze po płukaniu - to jakby płukane!

Zraszacz zawijany

Pierwszy transport przyszedł, kiedy byłem w pracy. Pomimo moich próśb majster kierujący robotami kazał to wszystko wrzucić do dołu. Kiedy przyjechałem, zdjęła mię zgroza polarna - żwir ów przypominał raczej pozostałość po sortowaniu ziemniaków niźli to, co sobie tak składnie wyobrażałem. Kilka metrów sześciennych materiału znalazło się w dole. Alternatywa: wydostać to na górę i spłukać. Jak wydostać? Widłami? Ile to ma trwać? Tydzień? To już taniej by mi wyszły rury REHAU. Znaczy, brniemy dalej.

Zraszacz po nelsońsku

Kazałem przywlec wąż ogrodowy i spłukać złoże w dół, do gliny. Trudno, pozostałości odłożą się na dnie, na geowłókninie. Groźba: pozostałości może być dużo, mogą podnosić się razem z wodą podskórną na wiosnę i zamiast efektu płukania złoża, będzie efekt błocenia złoża. Nadzieja: kiedyś musi to życie biologiczne tam umrzeć. Inakszy zleję to chyba chlorem i poczekam ze dwa łońskie roki.

Zakopywanie GWC

A na wierzch, na wszelki wypadek, postanowiliśmy ułożyć instalację zraszającą, do chybkiego podłączenia do węża ogrodowego, alias zaskrońca. Po całej akcji płukania-zraszania, jeszcze kilka dni później w rurze czerpni powietrza widać było stojące lustro wody. Zeszło ponad tydzień później - taka, panie, glina u nasz.

Ocieplanie GWC

Pozostało tylko zgodnie z nadmiarem styropianu na pozostałościach po placu budowy, położyć grzeczną warstewkę i zasypać.

GWC Dziś

Dziś wygląda to nie najgorzej. A jak trawka wyrośnie, to już w ogóle tak, że aż. Tylko niech to zadziała, kiedy przyjdzie pora! Nieprędko to nastąpi, co prawda, ale zawsze się może wydarzyć.


© Krzysztof Smirnow 2015