Spisek polityków

W gabinecie Ministra Gospodarki zebrali się raz spiskowcy w celu uknucia wszechkrajowego spisku. Na samym wstępie od razu wyjaśnię, że działo się to jeszcze przed wojną, a wojna i wszystko, co po niej, było tylko skutkiem wtedy podjętych decyzji.
A co chcieli oni wyspiskować? Otóż politycy ci, albowiem byli oni politykami, mieli już dosyć użerania się z przeciwnikami politycznymi, ośmieszania przed mediami i ciemnym ludem, który, jak wiadomo, to kupi - za jakieś marne grosze i bez realnego poczucia władzy. Albowiem byli oni dobrze wychowanymi chłopcami z dobrych domów, gdzie rózeczką i grochem wpojono im miłość bliźniego, honor, uczciwość i patriotyzm względem tego najlepszego z krajów, w którym słowo "może" szumi jak ocean, a dzięcielina pała.
-- To nie może tak dłużej być - palnął prosto z mostu siwy jegomość w czarnym fraku z monoklem i wąsikiem - za każdą ciężką pracę należy się uczciwa zapłata.
-- Tak jest, wszystkich to dotyczy, tylko nie nas - zawtórował mu łysy pokurcz z pomarszczoną jak u noworodka buzią. W klapie marynarki miał wpiętego orła przeciętego przez dwie błyskawice.
-- Panowie, umówmy się, że od tej pory konsekwentnie będziemy dążyć do poprawy statusu polityka w społeczeństwie. W końcu nasz zawód pełni kluczową rolę w życiu każdego demokratycznego narodu. Zajmujemy odpowiedzialne stanowiska, stanowimy o losie milionów... Wypruwamy sobie żyły dla tych niewdzięczników, którzy w następnych wyborach z czystej złośliwości i dla przewrotnej zabawy zagłosują na czerwonych...
-- O, izwinitie! - zawołał jegomość w robotniczym waciaku z krasną zwiezdą w klapie. Nad uszami smętnie dyndały mu kikuty po pejsach - Ludzi głosujo na nas, bo wierzo. Tak, tak. Wierzo, że możet być lepi. Lepi, spokojni, praca dlia każdogo...
-- Dobrze, panie... Eee... Trocki? Marchlewski? Myślałem, że już nie żyjecie... - zamyślił się wąsaty w rogatywce, gdy w słowo wpadł mu znowu pokurcz z buzią dzieciątka:
-- Tak jest! Od tej pory umawiamy się, że koniec, powtarzam, koniec z tą farsą! Nasze dzieci są głodne, a my jako jedyni nie możemy założyć sobie związków zawodowych i strajkować!
-- Czy to nie pan ostatnio wyprowadził policjantów na demonstrantów?
-- To w tej chwili jest bez znaczenia! Musimy poprawić swoją sytuację, a przez to rozumiem naszą sytuację materialną, władzę i prestiż w społeczeństwie!
I minęło już ponad pół wieku od tego spotkania. I możemy zobaczyć na własne oczy, że wytrwałością i konsekwencją osiągnie się prawie wszystko. Bo co widzimy? Politycy mają już odpowiednią pozycję materialną i władzę. Do zdobycia pozostał im już tylko prestiż.
Poczekamy, zobaczymy.


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015