Średniowieczna mapa współczesnego świata.

Mapa Europy

Najlepsze pomysły przychodzą mi do głowy, kiedy sikam. I nie mam pojęcia, dlaczego właśnie dziś, o piątej nad ranem, kiedy dawałem ulgę pęcherzowi, a programowałem szare komórki na tryb dzienny (mniej więcej), z jakiej okazji i po co, przyszedł mi do głowy pomysł nakreślenia nowego rodzaju mapy moich okolic, a w przyszłości także całego świata.

Pomysł wcale nie jest nowy - jest stary jak cywilizacja. Wystarczy spojrzeć na średniowieczne i starożytne mapy.

Wtenczas nie istniała solidna kartografia, ruty kreślono jako pomoce naukowe w pracy pilotów i przewodników. Zawierały istotne dla nich informacje, a zatem i zapewne przede wszystkim - czas podróży. Bo na dobrą sprawę, jak wsiadam na wóz zaprzężony w woły, lubo zuję łapcie z łyka, lubo kulbaczę perszerona, lubo takluję kogę - najważniejsze dla mnie jest nie to, ile wiorst muszę przebyć, a ile czasu mi to zajmie. W możliwie najmniejszym przybliżeniu.

Z tego wniosek, że najlepiej opłacano przewodników/pilotów, którzy nie tylko potrafili bezpiecznie doprowadzić karawanę, ale też najszybciej - o ile w danym momencie szybkość była w cenie. A zwykle była. W końcu skądś się wzięła, dziś cichutka i utajona, stara fortuna rodu Taxi, od nazwiska któregoż wywodzi się przecie znana wszem i wobec profesja z branży szeroko pojętych usług.

Przyjrzyjmy się wcale nie średniowiecznej, bo takiej w otchłaniach Internetu nie znalazłem, mapce wszystkim znanego wybrzeża morza, naszego morza. Wyraźnie widać, że kreślarz kierował się dosyć skąpymi danymi, które pochodziły zapewne głównie od pływających po okolicy żeglarzy - linia brzegowa z punktu widzenia żaglowca ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. W końcu przecież czasem trzeba halsować, czasem wiatr odbija od brzegu, znowuż gdzie indziej prąd znosi, nie wspomniałem o dryfie. Ważne za to jest, gdzie można pozbyć się towaru, lub rzucić kotwicę. Zatem widać wielkie ujścia rzeczek, o których do dziś nikt nie słyszał, zaznaczone są budowle widziane z morza, na które można nawigować. To oczywiście nie jest porządna ruta, ale daje nam wyobrażenie, o co chodzi. Ostatnie trzy wieki kartografii pozbawiły mapy tego, co w rzeczywistości na nich najistotniejsze: kokretnych informacji o pomocy i przeszkodach na drodze.

A dziś, w dobie szybkich samochodów i kilometrowych korków, znowu wraca wartość informacji o czasie, nie o kilometrażu. Dziś liczy się czas i koszt dojazdu. Liczba kilometrów, jakie nas dzielą od celu, jest tylko czynnikiem w równaniu, którego wynikiem są interesujące nas informacje. A zatem, czemużby nie pokusić się o nakreślenie mapy, która stałaby się nakładką na współczesne, kartograficzne, komputerowe cudeńka, a która zawierałaby właśnie informację o czasie? Myślę, że mógłby to być ciekawy eksperyment, a kształty miast i kontynentów bardzo by się zmieniły. Gdybyśmy wykorzystali współczesne możliwości, jakie dają nam komputery i internet, i stworzyli odpowiednią symbolikę - mielibyśmy na np. maps.google.com nakładkę modyfikującą kształt mapy wedle zamówionej godziny.


Wiem, że google zamieszcza informacje o ruchu drogowym dla niektórych miejsc w USA i Wielkiej Brytanii, ale nie o to mi chodzi. Chodzi o nakreślenie mapy, dla której podstawową podziałką byłby czas, jaki potrzeba, żeby przebyć odcinek łączący dwa punkty.

Pokusiłem się o uczynienie takiej mapki na krótkim odcinku trasy Konstancin Jeziorna - Warszawa, dosyć dobrze mi znanym. Występują tam trzy odcinki, gdzie z reguły da się jechać z w miarę normalną prędkością [1], gdzie trwa permanentny korek (za wyjątkiem późnych godzin nocnych) [2] i wreszcie odcinek, gdzie można jechać w miarę szybko, choć znaki mówią inaczej [3]. Dla każdego z tych odcinków najsampierw oznaczyłem prędkości podobnie, jak to robi google w swojej informacji o ruchu miejskim. Wreszcie wygenerowałem chałupniczo coś, co w jakiś sposób oddaje pomysł. W rzeczywistości musiałby się tym zająć komputer analizując dane z mapy wektorowej i informacji o czasach przejazdu na danym odcinku. Obraz świata z pewnością by się zmienił.

Hmm... Nie wygląda to najlepiej. Potraktujmy to, jako pierwszy raport na temat rodzącego się projektu open source, one na początku zawsze tak kiepsko wyglądają. Nie wszystkim się poprawia, ale niektórym, owszem.

Powiedzmy, żeby nie wychodzić za jakieś tam społeczne ramy, choć niby czemu nie, przyjmujemy normatywy prędkości dla samochodu, jak określone lokalnymi znakami drogowymi, a czas realny przekłada się na długość narysowanej drogi. Oczywiście oznacza to, że będzie potrzebna inna warstwa dla pieszych, rowerzystów, kolei itp. Nota bene, mam wrażenie, że niegdysiejsze mapki kolejowe umieszczane w wagonach PKP własnie spełniały ten warunek - na kreskach łączących stacje znajdowały się jakieś znaczniki, które jako żywo wyglądały na podziałkę godzinową. Tak czy owak, pieszy, czy rowerzysta porusza się z w miarę stałą prędkością, albowiem nie stoi w korkach. Zatem dla niego zwykła mapa w większości wypadków wystarczy - o ile nie zamierza po drodze wsiadać do autobusu, pociągu, samolotu, czy autostopu.

Zdaję sobie sprawę, że taka warstwa nie uzwględniałaby wielu dziś automatycznie przyswajanych z mapą informacji - o ukształtowaniu terenu, o wyglądzie i rozkładzie miejscowości itp. Ale przecież mam na myśli właśnie warstwę, dość samodzielną i generowaną automagicznie, nakładaną na zwykłą mapę. A informacje te przecież także jakoś wpływają na czas podróży, zatem w pewnej formie, dla wyjaśnienia, i tak się na tej mapie pojawić powinny, choć zapewne wystarczy, jeżeli zostaną zaznaczone przez poręczne ideogramy.

Pomysł się rozwija - w ten sposób można by wizualizować różne warianty podróży, dzięki możliwości planowania trasy kombinowanej z różnych środków transportu. Pojawiłoby się sprawne narzędzie, dzięki któremu nabywca gruntu może przeanalizować, w co się właściwie pakuje i jakie są przyszłościowe perspektywy danej okolicy. Jeżeli na mapie interesujące go rejony pokazane są w dużej skali, znaczy, że ruch drogowy jest dogodny, płynny, jeździ się szybko. Jeżeli mapa w tym miejscu jest rozciągnięta, znaczy, korki, to se postoimy. Zażąda modyfikacji poprzez dodanie komunikacji publicznej oraz innej (może jeszcze jakaś powstanie, nie wiem) - zmieni się obraz, czy nie? Czy dalej mam daleko - czyli długo - do pracy, czy może "odległość" ta się zmniejszyła?

Pomyślmy o współczesnej Warszawie i okolicach. Przejazd w godzinach szczytu pomiędzy dwiema dziś końcowymi stacjami metra (najkrótszą trasą czyli metrem, ok. 23km) zgodnie z propozycją google to ok. 26km i czas przejazdu ok. 35 minut. Dodajmy, że metrem osiągniemy podobny czas. Ktokolwiek próbował przejechać tę trasę, wie, że potrzeba na to minimum godziny (w szczycie). Zatem google wyliczył nam średnią prędkość ok. 40km/h, podczas gdy w rzeczywistości nie pojedziemy tam szybciej niż 20km/h, czyli w tempie rozpędzonego traktora.

Jednocześnie, licząc wedle czasu, jest to podobne do przejazdu na odcinku Czosnów-Płock.

Wybrałem Czosnów, bo znajduje się już poza strefą korków dojazdowych do Warszawy i można rozwinąć pełną prędkość. Odcinek ten liczy sobie ok. 80km. Czyli przebyć go można wg google dwukrotnie, a w praktyce czterokrotnie szybciej. A na mapie? Nie mieści się na ekranie. Czy zatem nie powinien zostać skrócony?

Zatem zarzucam pomysł "na rybkę", może się komu spodoba?


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015