Nie kończąca się opowieść (o budowaniu komina)

Zabawa w dom nigdy się zapewne nie kończy. Aktualnie możemy pochwalić się otynkowanym kominem i podmurówką.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie zabawa w budowanie wieży dla anten. Otóż na naszym dachu znajduje się cycek lokalnej sieci dostępu do internetu, do którego podpiętych jest kilku sąsiadów. Nieładnie byłoby odcinać ich (oraz ich matki, żony, dziatki) od globalnej wioski. Trzeba było znowu myśleć.

komin01

A od myślenia, jak wiadomo, boli głowa. Dobrze na to pomaga nacieranie żywotnych organów alkoholem, w równych proporcjach zewnętrznie i wewnętrznie.

komin-wieza

W bólach głowy zatem wymyśliliśmy i zrobiliśmy - przerobiliśmy drabinę na wieżę antenową. Na szczęście naszego pana fachowca od tynkowania głowa nie bolała, tylko po prostu zrobił, co do niego należało. A tak oszczędnie szafował tynkiem, że mi jeszcze został jeden prawie pełny kubeł.

widok z
daleka

Nie mam pojęcia, co z nim teraz zrobić, ale wyrzucić szkoda, bo to prawie 200PLN (poprawka dla inflacji/deflacji, jaka z pewnością pojawi się w ciągu nadchodzących wieków: za podobną kwotę można było w tych czasach nabyć np.:MSOffice, jeżeli było się uczniem czyli szkolnikiem, odtwarzacz mp3 (czyli plików dźwiękowych), 150 bochenków chleba (baltonowskiego, po średniej cenie warszawskiej), miesiąc przedszkolu państwowym (bez zajęć dodatkowych), gazu napędowego ok. 120l...).

komin04

Czyli teraz mamy już otynkowane, co trzeba otynkować. I szlus.


© Krzysztof Smirnow 2015