Zwycięzców się nie sądzi

Uwaga! Ten post zacząłem napisałem jeszcze w 2009 roku!

  1. Wałęsa oskarżany jest o współpracę z SB i inne takie.
  2. współpraca z SB oznacza, że człowiek jest szmatą, a obrona metodą "zobaczymy, jak ty byś się zachował na jego miejscu" jest nie na temat: problem ten dotyczy tylko tych, którzy zajmowali się ścisłą polityką, ergo wybór należał do nich i wiedzieli, co ich czeka.
  3. Coraz częściej oskarżenia te dotykają kwestii moralnych, coraz rzadziej praktycznych!
  4. nie można zwyciężyć nieetycznego wroga etycznymi metodami, chyba, że mamy niesamowitą przewagę (a nie mieliśmy)

Ziemkiewicz:

Problem w tym, że myśl o zwycięstwie wycwaniaczonym, o bohaterze nie tyle heroicznym, co sprytnym, całkowicie się nie mieści w polskim sposobie myślenia. Dlatego właśnie prawda o Wałęsie jest tak niecenzuralna, kłamstwo ma tylu tak potężnych stróżów, a ludzie odważający się mu przeciwstawić, jak Cenckiewicz z Gontarczykiem, a teraz Zyzak, są z taką intensywnością opluwani i niszczeni.

Wałęsa

No właśnie. Czy my jesteśmy jakimś pawiem narodów? To już nie mamy prawa troszeczkę się ześwinić, żeby dobić się swego? W Rosji przywraca się symbolikę radziecką, entuzjastycznie mieszając ją z hollywodzko-carską, w Niemczech wszyscy udają, że nie pochodzą od SS-manów i żołnierzy Wehrmachtu, Francuzi wspominają, jak stali w pierwszej linii (chyba kolejki do kuchni) obrony wolnego świata, Anglosasi w ogóle nie wyobrażają sobie, żeby nie oni tutaj rządzili jako najszlachetniejsza rasa na Ziemi. Chińczycy walczą o przetrwanie w systemie, który sami sobie sprawili i nie mają czasu na filozofowanie. A przecież kiedyś Polacy bili się normalnie, czyli jak nie mogli wygrać, rozpraszali się, przechodzili do wojny podjazdowej, żeby niespodziewanie znowu skoncentrować siły i zadać druzgocący cios. Bez filozofowania, po prostu, prawym prostym (nie lewym sierpowym) w mordę, niech wróg się krwią zaleje, a my mu wtedy żonę ryps, dziatki w jasyr i hajda, w pola, nasze na wierzchu!

  1. Ziemkiewicz nazywa go cwaniaczkiem, który wszystkich wykołował
  2. przeczy to tezie głoszonej przez niektórych, że Wałęsa jest prostaczkiem, który dawał się manipulować Michnikowi, Kuroniowi i innym "bohaterom", lub nie daje im prawa nazywać go idiotą,
  3. chętnie się dowiem, od kiedy utrwaliło się w narodzie przekonanie, że zwycięzca w grze politycznej musi być świętym, nieskazitelnym bohaterem.
  4. Żeby wygrać z potężnymi wrogami, słaby musi być sprytny:
    - musi przekonać wroga, że jest dla niego niegroźny,
    - musi przekonać wroga, że jest mu wręcz przyjazny,
    - powyższe musi uczynić tak, żeby nie utracić swobody działania. Z historii znamy przykłady - podwójni agenci
    - http://pl.wikipedia.org/wiki/Wallenrodyzm

Dwusmark

czyli jak nie jesteś Herkulesem, stajnię Augiasza oczyścisz tylko tak, że sam się po szyję utytłasz.
5. Pytanie do powyższego wallenrodyzmu: czy cwaniaczek nie kołuje nas znowu, ubierając się w piórka bohatera literackiego?
- nie robi tego - histerycznie broni swojej "moralnej czystości", okazuje się, że wykorzystał czas, kiedy miał dużą władzę, do ukrycia kompromitujących go dokumentów.
6. Zakończenie: wszystkie powyższe punkty miały usprawiedliwienie, gdyby Wałęsa stał się w przyszłości naszym historycznym bohaterem pokroju Talleyranda http://pl.wikipedia.org/wiki/Talleyrand (dyplomata francuski, wielokrotny zdrajca). Ale dziś wiemy, że tak się nie stało. Na końcu swojej politycznej drogi Wałęsa rzeczywiście okazał się prostaczkiem wpuszczonym na salony, zupełnie nie poradził sobie z ciężarem własnej pozycji, nie rozpoznał, że jego gwiazda gaśnie, a zgasła, bo się wyprztykała na personalnych utarczkach, wojnach na górze i zapewne wielu nieznanych szerszemu ogółowi brudnych gierkach (bo nie grach).

=================

Teraźniejszość ciągle aktualna:
Dziś coraz bardziej jasne jest, że nasz "bohater narodowy" był cwaniaczkiem, ale głównie we własnych oczach. Pozwalano mu pohulać, ale w naprawdę ważnych sprawach dawał się sterować jak kot z długopisem w odbytnicy.

Znakiem tego znowuż przypomnijmy Bismarcka: "Im ludzie wiedzą mniej o powstawaniu kiełbas i praw tym lepiej w nocy śpią."

Znaczy, w polityce nie da się zachować nieskazitelnej opinii, trzeba się utytłać. Im więcej dowiadujemy się o różnych "mężach stanu", tym gorzej dla nich.

Rozliczajmy naszych polityków tylko i wyłącznie z jednego: efektów. Tylko skutki w postaci praw, które nami rządzą, gospodarki, dzięki której możemy wyżywić rodziny są dla nas naprawdę ważne. A czy taki polityk był Żydem, ale dał się złapać na pożeraniu schaboszczaka - to mniejsza. Choć przecież nie zupełnie nieważna. Niech się politycy drą między sobą, niech obsadzają krewnymi agencje restrukturyzacji, byle nam się od tego polepszało.

Wnioskiem tego artykułu niech będzie opozycja tytułu do konkluzji: *Mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale po tym, jak kończy. Powiedział to jeden taki, co o mało, a źle by skończył, ale się wyślizgnął, jak nie przymierzając do kibla.


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015