Tao polityki

Dlaczego Tao? Ano dlatego, że sztuka Tao polegała na powstrzymaniu się od działania, kiedy nie było ono konieczne. Bo działanie, kiedy nie jest potrzebne, może przynieść więcej strat, niż pożytku. Wiem, jest to trochę wbrew naszemu, utartemu sposobowi myślenia, który nakazuje działać, nawet, kiedy nie wiemy, co właściwie robić. Ale poczytajmy, co na to mówi Tao:

W Wąwozie Lu jest wielki wodospad, wysoki na kilka tysięcy stóp, a rozpyloną wodę widać na wiele mil wokoło. We wzburzonej wodzie u jego ponóży nie pojawia się żadna żywa istota. Pewnego dnia K'ung Fu-tse stał nie opodal brzegu owego jeziora, kiedy ujrzał starego człowieka unoszącego się na powierzchni huczącej topieli. Zawołał swych uczniów i razem pobiegli ratować nieszczęśnika. Ale kiedy dotarli do bzregu, starzec wyszedł już z wody i przechadzał się podśpiewując.

K'ung Fu-tse podbiegł do niego.

- Musiałbyś być duchem, żeby przeżyć coś takiego - powiedział - ale wydajesz się być człowiekiem. Jaką tajemną moc posiadasz?

- Nic takiego - odparł starzec. - Zacząłem uczyć się, kiedy byłem jeszcze bardzo młody, i dorastałem stale to ćwicząc. Teraz jestem już pewien swych umiejętności. Zanurzam się i wynurzam wraz z wodą. Podążam za nią i zapominam o sobie. Potrafię przeżyć, ponieważ nie walczę z przewyższającą mnie potęgą wody. To wszystko.


Wu Wei - niedziałanie


Czyli można żyć i działać w ten sposób, że podąża się za falą. Cóż za obrzydliwy oportunizm! Czy wszyscy nagle mają stać się wyznawcami Tysiącletniej EU-ropy i naśmiewać z moherowych beretów? No, nie o to chodzi. Chodzi o to, że można zwyciężyć wodospad - nie walcząc z nim, lecz wykorzystując jego własną moc.

Do czego ja piję? Otóż piję do drogich mojemu sercu wynurzeń Janusza Korwina-Mikke, który tak wiele razy miał rację, że chyba sam już zapomniał, ile. Po prostu jest inteligentnym, trzeźwo myślącym człowiekiem. Ale czemuś to jednak kiepskim politykiem jest. Nawet znalazłem jakąś jego wypowiedź, w której poniekąd wskazuje na fakt, że to z winy głupiego ustroju. No cóż, złej baletnicy, jak to mówią, przeszkadza nawet kula u nogi. Ostatecznie polityków rozlicza się z efektów ich działalności, a nie ideologii, którą głoszą, choćby najsłuszniejszej. A JKM zajął, dość zapewne wygodną i bezpieczną, niszę błazna pałacowego w naszej, tutejszej, polskiej, rodzimej, polityczce.

I został błaznem.

I dziwnym błaznem jest, albowiem śmiertelnie poważnym. To znaczy, nie jest najpoważniejszym z błaznów, którzy występują w naszej polityczce, z pewnością nie najbardziej naburmuszonym i nadętym, ale jednak poważnie soli nam wiele słusznych idei, wykpiwa, wyszydza, wyśmiewa przeróżne głupoty, jakie co i rusz się w państwie nie tylko naszym przydarzają... A dla śmiechu lansuje monarchię. Hihihi! Wychwala, rozumiecie, ustrój oparty o jednego idiotę, genetycznie obciążonego chowem wsobnym, pozbawionego odpowiedniego spojrzenia na swoją dziedziną z powodu wychowania w luksusie i dalekim odseparowaniu od rzeczywistości kraju, którym przyjdzie mu rządzić, ale za to właściciela większej części dóbr... I twierdzi, że w tej samej historii, która pokazała, jak snadnie można się królów, którzy dla jakichś tam politycznych i osobistych racji wysyłają kwiat swoich poddanych na wojnę, skazują na kryzysy gospodarcze i finansową zależność od światowego bankierstwa, obalić, pozbyć się, zamienić w maskotki dla gawiedzi i materiał do prasy brukowej.

To ma być król?!?!?! To ma być władza, za której wszystko idzie świetnie???

No, nieważne, nie kopie się leżącego, a to akurat z lansowanych przez JKM tez jedna z najgłupszych, więc na łatwiznę poszedłem. Pora przejść do adremu:

Otóż JKM głosi też mnóstwo najsłuszniejszych idei, wskazuje rozwiązania najważniejszych problemów naszego (i nie tylko) kraju, co czyni go najszlachetniejszym z błaznów, godnym stanąć w rzędzie obok Stańczyka. Ale jednak jest on tylko błaznem naszej polityczkowej sceny, co sprawia, że jakiejkolwiek sprawy głośno nie podniesie, tym samym ją deprecjonuje, ośmiesza, degraduje do roli przerywnika w poważnej debacie!

Panie Januszu Korwinie-Mikke! Czy Pan tego nie widzi? Bo jeżeli Pan to widzi, to gorze Panu! Bo znaczy to, że Pan to czyni z rozmysłem, specjalnie, a zatem nie z intencją pomocy temu krajowi, gdzie dzięcielina pała, lecz z zamiarem dalszego jego rozkładu! Niechże Pan wreszcie weźmie się za politykę poważnie, albo zajmie właściwe miejsce - edukatora-publicysty, a nie młodzież bałamuci i jakieś dziwne organizacyjki zakłada!

Właśnie przeczytałem, że zaprasza Pan na pikietę wspierającą budowę polskich elektrowni atomowych! Broń Cię Panie Boże i inne bogi, żeby się odbyła z Pana udziałem! Toż ośmieszy Pan słuszną, prostą i arcyważną sprawę!

Tao! Tao! Tao Niedziałania! Niechże się Pan powstrzyma od działania!

- Jak ty to robisz, Puchatku?

- Co robię? - spytał Puchatek.
- Tak się Niewysilasz.
- Po prostu nie robię niczego zbyt wiele - powiedział Puchatek.
- Ale wszystko, co zaczniesz, jakoś zawsze jest wykonane.
- To się tak po prostu samo robi - wyjaśnił.


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015