Rozmyślania o Hadżdż

Tak sobie przypadkiem zajrzałem na mapy Gugla, a konkretnie TU . I po raz chyba pierwszy przyźrzałem się uważnie temu, co można uźrzeć, czy to na Street View, czy to na załączonych zdjęciach, czy to na widoku z lotu ptaka.

NIE-SA-MO-WI-TE

Pomijając już pogardliwe myśli, że sami tego by nie zdołali zbudować, hołd inżynierom składam, kimkolwiek by nie byli. Oto oglądamy Mekkę, jedno z bodaj dwóch najświętszych miejsc Islamu. Punkt, do którego zbiegają się wszystkie nitki tej wiary, albowiem każdy, ale to absolutnie każdy pobożny muzułmanin ma tylko 5 (słownie: pięć) obowiązków, jakich musi dopełnić w życiu:

  1. Kalima (wyznanie wiary)
  2. Salat (Modlitwa codzienna)
  3. Zakat (Jałmużna)
  4. Post (Ramadan)
  5. Hadżdż (Pielgrzymka)

Z tego pierwszy wystarczy dopełnić raz (nawrócenie), następne trzy winien spełniać regularnie, a ten ostatni - takoż raz w życiu. Ale za to z przytupem. Dziś wystarczy wskoczyć do samolotu i po najwyżej 24 godzinach (jeżeli mieszka się na Antarktydzie) wysiąść na lotnisku ok. 5km od Mekki. Dalej, to choćby na piechotę (zalecane), ale już każdy się dostanie.

Spróbujmy jednak sobie wyobrazić, jak to wyglądało przez poprzedni tysiąc lat. Muzułmanin z Indonezji (gdzie islam pojawił się już w XIIw, czyli kiedy w Polsce wciąż panowała moda na budownictwo drewniane), jak oceniają współcześni historycy, przy założeniu, że stać go było na tę podróż, potrzebował prawdopodobnie od roku (morzem) do trzech lat (lądem), aby dotrzeć do Kaaby . Większość z nich prawdopodobnie odkładała przez całe życie i decydowała się wyruszyć w podróż dopiero pod koniec aktywności na tym padole, zostawiając część majątku dzieciom, a większość zużywając na pokrycie kosztów podróży. Po drodze zatrzymywali się tu i tam, aby zarobić kolejne pieniądze i tak powoli, etapami, brnęli do świętego kamienia.

Organizacja

Muzułmańscy władcy, zgodnie z zaleceniami Proroka, musieli świadczyć opiekę nad pielgrzymami. Wg danych encyklopedycznych Warszawa była bagnem pełnym kumkających żab, kiedy Harun al Raszid ufundował liczącą prawie półtora tysiąca kilometrów drogę z Iraku do Medyny i Mekki, zaopatrzoną w stacje etapowe i cysterny na wodę.

Pielgrzymi przybywali do sąsiednich stolic (dzisiejszego Egiptu, Iraku i Syrii), gdzie oczekiwali na zorganizowanie karawany. Docierali do celu grupami liczącymi dziesiątki tysięcy wymęczonych drogą, ale ogarniętych religijnym uniesieniem wędrowców. Dodajmyż tutaj, że właściwa hadżdż musiała się zakończyć we właściwym miesiącu (zwanym miesiącem pielgrzymki, czyli zu al-hidżdża), czyli setki tysięcy przybyszy, od czasów, kiedy zginął hrabia Roland osłaniając odwrót frankońskich wojsk z wąwozu Roncevaux, a dziś wręcz miliony (ah, milijony!) zjeżdżają się na obszar o powierzchni Otwocka, tylko w celu odprawienia religijnych ceremonii.

Z pewnością jest tam wtedy dosyć tłoczno (brrr!). Godziny spędzone w palącym, pustynnym słońcu na pieszym marszu w stronę kompleksu Masdżid al-Haram , modły, powolne przesiąkanie w stronę sanktuarium, siedmiokrotne okrążenie Kaaby, ucałowanie Świętego Kamienia, wydostanie się wreszcie na zewnątrz - to zabawa chyba na cały dzień!

Dodać tu należy, że Azjaci nie znają jednego z najdonioślejszych wynalazków Europy: kolejki . Zatem kiedy nadchodzi właściwy czas, tysiące (a w XX wieku już miliony, ach, milijony) podnieconych muzułmanów prą do obiektu wielkości piłki futbolowej. Fakt, że tak nieliczni przy tej okazji giną, jest wielkim osiągnięciem współczesnej sztuki organizacji , która jest głównym bohaterem niniejszego wpisu.

Meczet otaczający Święty Kamień po raz pierwszy został zbudowany niedługo po domniemanej śmierci domniemanego Mahometa. Już wtedy pielgrzymi przybywali tysiącami, a ich liczba stale rosła. W ciągu wieków budowlę wielokrotnie powiększano, czyniono to zgodnie z życzeniem aktualnie panującego w okolicy władcy, aż w ostatnich latach ewidentnie wreszcie zatrudniono inżynierów i kazano im cały kompleks zaplanować od nowa - tym razem łącznie z przyszłymi rozbudowami (które właśnie trwają). W ten sposób mamy jedną z największych krytych budowli na świecie o zadaszonej powierzchni ok. 40ha, z klimatyzacją, ogrzewaniem podłogowym, ruchomymi schodami, marmurami i innymi szykanami miłymi sercu muzułmanina. Cały finał pielgrzymki został drobiazgowo zaplanowany, dla pielgrzymów założono nowoczesne miasteczka namiotowe, z których przeprowadzono ciągi piesze (szerokości polskich autostrad) bezpośrednio do miejsc sakralnych. Nad samym meczetem zaś wybudowano rekordowy, superluksusowy hotel dla najbogatszych z bogatych, żeby nie musieli się tłoczyć z tłuszczą, za to mieli widok bezpośrednio na Kaabę.

Masjid al Haram

I choć na codzień w meczecie al-Haram przebywa najwyżej kilkaset tysięcy ludzi, przecież w miesiącu pielgrzymek gromadzi on dzień w dzień po 4 (słownie: cztery) miliony (ach, milijony!) wiernych! Którzy pięć razy dziennie wchodzą, modlą się i wychodzą. To jest naprawdę poważne osiągnięcie organizacyjne!

Nie śmiem nawet sobie wyobrażać, jakie to wszystko ma kulturowe konotacje. Oczyma wyobraźni widzę rody i klany od wieków specjalizujące się w biznesie pielgrzymkowym, powiązane z muzułmańskim systemem pseudo-kredytowym, bo nagromadzony majątek jakoś trzeba reinwestować. Ale najważniejsze, to fakt, iż w rejonie Mekki muzułmanie od tysięcy lat mieli do rozwiązania poważny problem organizacyjny - i sobie z nim radzili. A to znaczy, że w okolicach Mekki istnieje potężne zaplecze ludzi znakomicie wykształconych pod kątem organizacji sterowania dużymi grupami ludzi, którzy rok w rok, bezrefleksyjnie realizują potrzeby milionów (ach, milijonów!). Oczywiście, jest to trochę jednostronna umiejętność, a masy, którymi oni sterują, są od początku w miarę jednorodnie zmotywowane - ale nie o to teraz tu chodzi, tylko o fakt, że z tyłu, za tymi prymitywnymi brodaczami, którzy dla uciechy oglądaczy fejsbuka odrzynają członki bliźnim przy pomocy noży, maczet, siekier, szabel, byle nie ze znieczuleniem, za ich plecyma znajduje się pewne intelektualne zaplecze, którego nie należy lekceważyć.

Podziw

A właściwie, to chodziło mi tylko o wyrażenie podziwu, jaki poczułem na widok tego ogromnego, monumentalnego założenia, jakim jest Mekka. Choć w żadnym wypadku nie solidaryzuję się z dążeniami muzułmanów, nie mam zamiaru nawracać się na ich wiarę (parę innych stoi przed islamem w kolejce), to przecież nie mogę odmówić im, że Mekka - to się im udała.


© Krzysztof Smirnow 2015