Trotyl i dokładność, czyli czym się różni inżynier?

Reaguję na ostatnią aferę z trotylem-nietrotylem i komentarz Atticusa ten tu.
Otóż tym, że dla niego wynik pomiaru to wynik pomiaru. Prawda jest jedna. 2*2=4 i tylko tak, nigdy inaczej. Ale, jak zwrócił uwagę Atticus, jak odpowiedzieć na pytanie "Ile się równa 2*2, szybko, od twojej odpowiedzi zależy, czy świat za chwilę zginie, czy przetrwa!"? Wtedy człowiek bardziej politycznie wyrobiony (z punktu widzenia inżyniera: niezdecydowany humanista) zacznie kręcić, że owszem, poniekąd, granica leży w czterech, zasadniczo gdzieś w tych okolicach, że posiadane narzędzia pomiarowe wykażą "4", ale z pewnością z powodu małej dokładności, że elektronika ma tendencję do zaokrąglania wyniku... No, trzeba się zastanowić. Tymczasem społecznie niedorozwinięty inżynier wypali bez zastanowienia:

-- Cztery!

-- Jest pan pewien?

-- Tak, jestem pewien, to się równa cztery!

-- Ale proszę się jeszcze zastanowić, proszę pamiętać o konsekwencjach, może to nie jest dokładnie cztery?

-- Ależ jestem przekonany, że to jest cztery i tylko cztery.

I tutaj następuje, albo nie następuje Koniec Świata.



No, zależnie od wyniku. Przecież inżynierowi nie dano do rozważenia tego prostego zadania z informacją, że np. jeżeli 2*2=4, to świat zginie. Może by nagiął ścisłą przecież matematykę? A może by nie musiał?
W każdym razie, gdyby był takim bardziej rozwiniętym politycznie inżynierem, to by poleciał językiem prawniczym:

-- Czy przez działanie 2*2 rozumiecie, o tajemni pytacze, podwojenie dwóch?

I tu wszystko będzie zależeć od ich odpowiedzi. Bowiem odpowiedź twierdząca (odpowiedź przecząca otwiera pole do niekończących się filozoficznych rozważań, co, jak rozumiecie, przedłuża istnienie świata w nieskończoność w zamian za poświęcenie się jednego inżyniera na rzecz filozofii) zmienia równanie w:

2x=4, gdzie x=2. A wtedy przestaje to być takie oczywiste, bo zaczyna się pojawiać pytanie o skalę, w jakiej dokonujemy pomiaru. Na przykład, 4oC to wcale nie jest 2*2oC. To jest, owszem, 2oC+2oC, ale 4oC nie jest równe 2*2oC! To kwestia, gdzie się znajduje zero danej skali. W skali Celsjusza, jako arbitralnej, zaczynającej się od względnie łatwego do ustalenia zera (punkt zamarzania wody na wysokości poziomu morza), 4oC wcale  nie oznacza, że jest dwukrotnie cieplej od 2oC. Bowiem podziałka skali Celsjusza jest identyczna jak skali Kelvina, ale ta druga zaczyna się od zera bezwzględnego (punktu, w którym zamiera wszelki ruch cząsteczek). Zatem w 4oK możemy interpretować, że cząstki poruszają się dwukrotnie żwawiej niż w 2oK, ale 2oC jest odpowiednikiem 275oK, a zatem 4oC=277oK.



A może chodzi o pomiar dźwięku? Mierzy się go w decybelach, które ułożone są na skali logarytmicznej, konkretnie
Pdb=10log10(P/P0)
Czyli jeżeli 0db możemy przyjąć za 1, to 10db to jest 10. A 20db to już jest 100. Wydaje się, że do 10 zachodzi zgodność, ale tylko pozornie, bowiem proporcja pomiędzy 2db i 4db wynosi 3,01. Sam nie bardzo rozumiem, dlaczego, ale tak właśnie wychodzi na kalkulatorze.



A co, jeżeli chodzi o sprawy etyczne, polityczne oraz inne takie bardziej humanistyczne? Tu już zupełne pomieszanie. Nałożyć dwa razy większe cło na jakiś towar, to wcale nie znaczy, że dostaniemy dwa razy więcej pieniędzy z ceł za ten towar. Może to znaczyć, że przemyt tego towaru wzrośnie o np.0,8, a do kasy państwa wpłynie 0,8 dotychczasowych wpływów z cła za ten towar... Ostrzelane przez Syryjczyków 4 domy w Turcji to wcale nie jest dwukrotnie więcej niż 2 ostrzelane domy. To jest tak ze 100 razy więcej. A powiedzieć komuś "Dzień dobry" dwa razy za jednym spotkaniem, to wcale nie jest dwa razy grzeczniej.

Tak czy owak, okazuje się, że najważniejsze decyzje w historii mogły być podejmowane w oparciu o błędne, fałszywe, nie związane z tematem dane, jak również, w myśl psychologii marketingu, którą dziś już każdy liznął, w oparciu o błędne i przeszkadzające emocje. Bo był ten trotyl, czy nie był? No, wygląda na to, że na razie to może był, może nie był. A jeżeli był, to pytanie, skąd, po co i dlaczego? Czy to rzeczywiście trotyl rozwalił samolot, zanim ten sam się rozwalił, czy może jakiś inny ładunek? Z pewnością dziennikarze nie powinni tak się spieszyć z podawaniem sensacji. Szczególnie, że później może się okazać, że ta sensacja będzie o wiele bardziej sensacyjna. Kto wie? Czy nie lepiej zaczekać?

Zastanawiające, że po stronie zwolenników zamachu podpisują się naukowcy z kierunków ścisłych, inżynierowie, specjaliści z branży lotnictwa i pirotechniki. Po drugiej stronie mamy tłum autorytetów, których wykształcenie jest przeróżne, ale głównie humanistyczne - stąd wnoszę, że nawet jeżeli mieli dostęp do rzetelnych raportów z badań tej katastrofy, to prawdopodobnie ich nie zrozumieli. Z drugiej strony - owi ścisłowcy mogą się zachowywać, jak ów na początku tego tekstu wymieniony inżynier. Bo w tym wypadku mamy nie tylko problem z ustaleniem, jakie naprawdę są fakty, czyli co naprawdę się wydarzyło, ale też, cokolwiek się wydarzyło, co z tym zrobić? Bo są fakty, fakty prasowe, fakty polityczne i fakty dokonane.


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015