Nowy autorytaryzm, czyli hedokracja

Rozmyślania natury filozoficznej to chyba nigdy nie kilowany proces w systemie każdego Polaka. Ostatnio pojawiły mi się wyniki obliczeń na temat przyszłości technologii sprawowania rządów.
Tak, tak - technologii. I techniki również.
Pozwólcie, że wyjaśnię: jeżeli spojrzeć w przeszłość historyczną, widzimy kolejne, zmieniające się z czasem metody rządzenia, od wspólnot plemiennych, gdzie decyzje podejmowało grono chaotyczne, tj. ci najsilniejsi, czy to fizycznie (na początku), czy majątkowo (z czasem), po współczesne formy demokracji, które każdy, kto patrzy i czuje, coraz bardziej przyrównuje do onych pierwotnych plemiennych wspólnot. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego właśnie, że nie natura ludzka zmianom ulega, a jedynie technika i technologia rządzenia. Cały czas społeczeństwami powodują najsilniejsi, choć siła w różnych czasach nie zawsze oznaczała to samo. Nie zawsze była to tylko siła fizyczna, czy też militarna (ile papież ma dywizji?), nie zawsze też pieniądze same w sobie wystarczają, aby wywołać, lub zagasić, jakiś polityczny proces.

Jak pokazuje obrazek powyżej, coraz częściej tęgie, matematycznie ukształtowane głowy biorą się za rozwikłanie tajników rządzenia - najsampierw budując sążniste teorie zarządzania, by wkrótce (to się właśnie dzieje) przejść do budowania inżynierii rządów. W ten sposób, choć cynik nigdy nie miał wątpliwości, rządy ludu coraz bardziej będą się zmieniać w rządy nad ludem. Znowu pojawi się (czy może już istnieje, pytanie, czy był choćby najkrótszy okres w dziejach, kiedy nie istniała) arystokracja władzy, o stylu życia, ambicjach i doświadczeniu oderwanym od tegoż zwykłych szaraczków czyli podatników. Z tym, że tym razem będzie ona dysponować zupełnie nowymi narzędziami sprawowania władzy!
W takim na przykład Średniowieczu - warstwa rządząca miała właściwie jedną dźwignię rządu nad ludem: siłę militarną. Ergo, nic się jeszcze nie zmieniło od czasów wspólnoty pierwotnej. Prostaczkowie ulegali władzy tylko z jednego powodu: bo kęsim. Czasem długotrwałe, bolesne kęsim.

Z czasem systemy rządów ulegały skomplikowaniu na płaszczyźnie technicznej - pojawiła się biurokracja. A to dlatego, że władza jest procesem nienasyconym, pragnie kontrolować coraz więcej obszarów, kontrolować możliwie w pełni i dokładnie. Zatem taki Xiążę, czy inny komes nie mogli już sobie pozwolić na samodzierżawne władanie dziedziną, musieli zatrudniać podwykonawców - w pierwszym strzale wymyślono feudalizm, czyli podwykonawca działał na takiej samej zasadzie, jak wykonawca wyższego rzędu. To działało czas jakiś, ale - patrz wyżej - władza puchła i pragnęła więcej. Do tego na każdym poziomie feudałów była jakaś władza, która chciała więcej, więc chcenia w końcu zrobiło się za dużo. Podobnie, jeżeli tynkarz zatrudni innych tynkarzy, może się zdarzyć, że któryś w końcu ukradnie mu kontrakt. Stąd istotne jest, aby zachować porządek dziobania również na innych polach, nie tylko siły.
Nie jest to wykład o historii, lecz tylko powolne, okrężne zmierzanie do celu, który wyjawię, jak już tam dotrę.
Zatem, zamiast podwykonawców o identycznych kwalifikacjach feudałowie postanowili zatrudnić fachowców, specjalistów. Wykształciły się zatem rządy specjalizowane, opatrzone w ministerstwa, sekretariaty stanu... Doszło też do monteskiuszowskiego trójpodziału władzy, gdzie jedni specjaliści przestali prawie wchodzić sobie nawzajem w drogę. I tak jedni zajęli się stanowieniem prawa, drudzy jego egzekucją, a trzeci przyjęli rolę wypełniacza. Ale zatrudnienie specjalistów powoduje skutki także niezamierzone, jak to w życiu. Specjaliści coraz bardziej się specjalizują, a fachowcy zatrudnieni przez parlamenty do wdrażania ich chorych (nieraz) pomysłów, zaczynają  parlamentom szykować akty prawne, przygotowane na miarę, przez fachowców znających dany wycinek tematu, więc potrafiących to dobrze i logicznie opracować... Skąd my to znamy? Czy nie to właśnie się dzieje w naszym ukochanym kraju? Czy to nie rząd pisze ustawy, które Sejm tylko przegłosowywowywuje? To się dzieje na naszych oczach i nie tylko w Polszcze.
Ale nie do końca o tym. Zatem specjalizacja w sprawowaniu władzy postępuje i stopniowo pojawia się coś, co Anglosasi nazywają "know-how" (cóż za prymitywna nazwa!), a my - technologią. Czyli wiedza, usystematyzowana, uszeregowana, jak coś robić - w tym wypadku rządzić. Coś, co do niedawna było sztuką (Oktawian August, Karol Wielki, Napoleon, Bismarck), stało się po prostu wiedzą, inżynierią (bezimienni, pozbawieni osobowości oportuniści i cwaniaczki).
Nie jest już wiedzą tajemną, magią, jak powodować nastrojami ludności. Nie potrzeba wyprowadzać czołgów na ulice, masowo rozstrzeliwać, przeprowadzać czystek (etnicznych, klasowych albo innych), ani nawet tym grozić (wszyscy i tak pamiętają). Wystarczy umiejętnie przestawiać parametry sytuacji. Nie trzeba oglądać telewizji, żeby to dostrzegać.


Exemplum:
w kraju wybuchła elektrownia fekaliowa (spalająca gaz powstający z fermentacji odpadów natury organicznej), g**no rozprysło się w promieniu kilku kilometrów, huk podobnie, smród w promieniu ze 20km. Kto musi teraz myć elewację domu, kto prać ciuchy, pucować autko - ten musi. Ale kraj jest wielki. Ma kilkaset km promienia. Gdyby nie środki masowego przekazu (dziś synonimiczne już ze środkami musowego przykazu), poza tymi kilkunastoma tysiącami, nikt by problemu na dobrą sprawę nie zauważył, ot, może światło zgasło na dwie minuty. Ale przez te cholerne internety, SMSy i gazety, od razu każdy może się dowiedzieć, że spalanie gazów fekalnych nie jest JUŻ bezpieczną technologią pozyskiwania lubej elektryczności. Że od czasu do czasu grozi wielkie BUM. Ale fekalia są najłatwiej dostępnym, odnawialnym źródłem energii w kraju! Przestawienie się na czystą, bezpieczną i pewną technologię atomową nie dość, że musiałoby potrwać, to jeszcze kosztowałoby tyle, że kraj poszedłby z torbami w następnym pokoleniu. Czyli nie da się, trzeba utrzymać fekalia, choć Unia grozi karami za emisję gazów cieplarnianych.

Zbiera się rząd na tajnym posiedzeniu. Burza mózgów, premier ćwiczy przed lustrem nic nie znaczące uśmiechy. Finanse nie mają pieniędzy, wojsko nie ma pomysłów. Co robić? Trzeba przykryć problem. Jak no, np. zrobić wrzutkę. Biuro rzecznika rządu ma już gotową matkę-dzieciobójczynię, drugą po drugiej stronie kraju, a dla dzieci historię o zagubionym w lesie psiaku, którego znaleźli dzielni policjanci. Super, takie sensacje media kochają, nikt nie zauważy, że elektrownia pierdyknęła. Ale tutaj zgłasza się znowu jakiś fagas, czy przydupas, np. ministra finansów i zapytowywuje, już po raz szósty Pana Premiera, kiedy wreszcie odpalamy bombę z sześciokrotnym zwiększeniem opłat za wywózkę śmieci, bo struktura biurokratyczna zajmująca się zarządzaniem tym zagadnieniem pożera 90% środków i nie ma na wypłaty dla zakontraktowanych firm śmieciarskich. Jak ludzi trzepnie po kieszeni, grozi wybuch rewolucji! Co robimy? Bo śmieciarze już zawiązali stowarzyszenie, zrobili ściepę i właśnie negocjują z najlepszą kancelarią adwokacką, których sędziów przekupić, żeby wyszło na ich. Nie ma czasu, trzeba wdrażać podatek.

Na to znowu wstaje rzecznik rządu i z promiennym uśmiechem oznajmia premierowi zmianę planów: toż wybuch elektrowni jest doskonałą okazją! Minister sprawiedliwości dołącza rozpromieniony, z propozycją wrzucenia odpowiednich aktów prawnych do ustawy o rybołóstwie, to się większość kraju nie połapie, aż będzie za późno. A kto by się mógł połapać, będzie drążył sprawę wybuchających elektrowni.
Czyli robimy odwrotnie, nie zamiatamy pod dywan wybuchu, jak najszybciej, w imię wolności słowa, oczywiście, nagłaśniamy. Premier ścina głowy, lecą derektor departamentu od spraw fekaliów, podsekretarz stanu do spraw transportu odpadów półpłynnych i płynnych, o zarządzie samej elektrowni nie wspominam, bo wyleciał w powietrze razem z głównym zbiornikiem. I wszyscy się cieszą.

Haha, pomyślicie, ale mądrala, każde dziecko to wie, że tak się to robi. Otóż po pierwsze, jest to metoda dosyć nowa, bo XX-wieczna dopiero, upowszechniona w ostatnim półwieczu. Po drugie, ja wcale nie o tym! A mianowicie o tym:

Rodzi się właśnie kolejna warstwa metod wywierania wpływu na społeczeństwo i jednostki!

Jak powiedziałem na wstępie, władza już nie musi wysyłać czołgów przeciwko własnym poddanym! Właśnie powstaje nowa technika, w oparciu o dostępne technologie, sprawowania władzy, od bardzo podstawowego poziomu, jak regulacja ruchu ulicznego, po (w przyszłości) sprawy najwyższego rzędu: stado baranów otóż można pędzić rózgą i owczarkiem, owszem, to działa, choć barany wciąż próbują się rozbiegać, uniknąć. A przecież można by je pędzić marchewką - niby nic nowego, ale trzeba wiedzieć, jak! - wtedy barany będą zawsze zadowolnione i dadzą się strzyc bez protestu, przekonane, że to dla ich dobra.
Na powyższym filmiku widać eksperyment Volkswagena wykonany w Szwecji - liczba osób, które wybrały wycieczkę pieszo po grających schodach, zamiast wygodnie sunąć ruchomymi, wzrosła o 66%! Tylko dlatego, że poszczególne stopnie wydawały dźwięki. I było to zabawne.
Od pewnego czasu już wiadomo, że ludzie skłonni są wydawać więcej pieniędzy na kwestie rozrywkowe, niż na przeżycie. Cóż to jest 2000PLN na nowy telewizor, ale spróbuj tyle puścić w supermarkecie na mąkę i cukier! A przecież Maslow twierdził, że mąki potrzebujemy bardziej niż telewizora... Ludzie chętnie robią coś, aby doświadczyć przyjemności.
Przyprawy do jedzenia wynaleziono po to, aby przy ich pomocy "zasłonić" obrzydliwy smak nieświeżych produktów (na przednówku wcinanie skisłych, spleśniałych lub zgniłych produktów to kiedyś była norma). Ale dziś przypraw używa się, aby nadać smakowi świeżego jedzenia nową, znacznie wyższą, jakość. Dziś przyprawiamy nie po to, aby coś w ogóle dało się zjeść, ale po to, aby z jedzenia czerpać więcej przyjemności!

Czy to takie trudne, wyobrazić sobie, że za parę lat będziemy skłaniani (nie - zmuszani) do np. płacenia podatków w ten sposób, że akt obywatelskiego posłuszeństwa będzie wywoływał w nas uczucie podobne do ulgi po dobrym wysikaniu się? Samo poprawne chodzenie po ulicy sprawiać nam będzie przyjemność co najmniej jak wizyta w fast-fudzie. A za spontaniczny akt uwielbienia władzy doświadczać będziemy orgazmu mózgowego.
W następnym etapie, oczywiście, wróci i kijek, jak tylko technologia pójdzie w przód: za jazdę bez biletu tramwajem nie ukarze nas kanar mandatem, tylko nasze kiszki, wywołując ból brzucha
trwający adekwatnie długo do wagi przewinienia. A może to po prostu będą horrendalne wyrzuty sumienia?

Umiejętnemu połączeniu kija i marchewki nie potrafi się oprzeć nikt. A pokryte to może zostać znakomicie prowadzoną propagandą, że te wszystkie wynalazki władzy to tylko dla naszego dobra. Arystokracja spać po nocach nie może z troski o jakość naszego życia, oni wciąż tylko kombinują i myślą, i pragną nam pomóc, rozwiązać nasze, tak przecież nieliczne, wciąż nierozwiązane problemy!

Straszne. Ale się spełni. Być może jeszcze za naszego życia.


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015