Patriotyzm warunkowy.

Pole minuję z subotnikiem z blogu RAZa (Ziemkiewicza):  tym tu

Bo to boli, tak ciągle myśleć o kwestii patriotyzmu. Przytoczony tam przykład komunistycznej dyrektorki, która patriotyzmem nazywa zmienianie butów w szkole, porządne wieszanie kurtek i wyrzucanie śmieci do śmietnika, jest przecież jak najbardziej słuszny. Z czym RAZ tam dyskutuje? Przecież to właśnie jest ten patriotyzm, o który w naszym kraju najtrudniej! No, dyskutuje przede wszystkim z podłą manipulacją. Sprzeciwia się postawieniu sprawy w ten sposób, że mamy się zamienić w praworządnych i porządnych obywateli, którzy nie śmiecą, nie plują, nie przeklinają publicznie - ale jednocześnie zapomnieć, jakiego kraju jesteśmy obywatelami, jakie są nasze korzenie i historia. I rzeczywiście słusznie z tym RAZ dyskutuje. Bo jaki jest sens nazywać cechą obywatelską unikanie śmiecenia na ulicy, jeżeli jednocześnie się faktycznie tą obywatelskość stara wykorzenić, spostponować, poniżyć, zdeptać i zamieść pod dywan (zamiast wyrzucić do śmieci)? Czy "nieśmiecenie" na ulicy rzeczywiście jest cechą obywatela, czy po prostu porządnego człowieka, który nie będzie tego robił ani u siebie w kraju, ani w Rosji, ani w Singapurze (gdzie za takie zachowanie można naprawdę nieźle zabulić mandacik!); z wyjątkiem tak dziwnych miejsc, gdzie do śmiecenia na ziemię wręcz zachęca instrukcja, bo tak to po prostu tam pomyślano - jak np. chińskie pociągi?

Z tego wynika, że dobry obywatel, czyly patryjota, pamięta (parafrazując RAZa) o rzeczach wielkich, ale jako człowiek, nie zapomina o małych. Z czym zatem chciałem tu pole minować?

A chciałem z fragmentem środkowym, dalszym, konkretnie z tym krótkim zdaniem (wytłuszczenia moje):

Do zmieniania kapci wysyła nas piosenkarka, która chlubi się, że nie odda Polsce ani jednej kropli krwi, bo samo męczenie się w „tym kraju” już jest z jej strony wystarczającym poświęceniem*, i zapowiadająca, że jeśli Polska znajdzie się kiedyś w niebezpieczeństwie, to ona nie zamierza zostawać jakąś łączniczką czy sanitariuszką, tylko „po prostu stąd sp…a”. Zachwyca się jej wyznaniami groteskowy telewizyjny idol postępowej młodzieży, na okoliczność swych rasistowskich ekscesów zwany ostatnio „Jakubem W.”. Największe gwiazdy intelektu, takie jak Doda czy Monika Richardson, opowiadają wzruszająco, jak się tu męczą i jak bardzo chcą wyjechać. Jeśli wciąż „dzikiego kraju” nie porzucają śladami osobnika znanego jako „Miro”, to pewnie tylko dlatego, że podobnie jak on tam, na Zachodzie, nie miałyby na kim tak łatwo i dobrze zarobić.***

Wstydliwość zarabiania

Zacznę od końca: powinniśmy pozbyć się, moim skromnym zdaniem, poczucia, że zarabianie kasiory jest czynnością wstydliwą, którą publiki w oczy kłuć nie wypada. Pomińmy, czy ktoś zarabia należne pieniądze, czy uczciwie, czy dana branża nie jest przeceniona (zwykle jest). Zgódźmy się na początek, że lepiej mieć forsę, niż jej nie mieć. W drugim kroku zgódźmy się, że najsampierw niech każdy patrzy swojej kiesy, a dopiero potem cudzej. Kiedy już ugruntuje się w nas przekonanie, że to dobrze, że istnieją ludzie bogaci, bo to i nam się opłaci, wtedy możemy wrócić do problemu, którzy z nich powinni zostać przez odpowiednie służby prześwietleni, czy  przypadkiem ich majątek nie pochodzi z oszukiwania staruszek i ograbiania młodszych uczniów przy wyjściu ze szkoły. A teraz przechodzę do spraw poważniejszych.

Tu skończyłem pisać dnia 2012-11-05

Męczenie się w kraju

Może jeszcze kiedyś coś na ten temat napiszę, ale niestety, wzmiankowany felieton RAZa jest już niedostępny, więc nie mogę sprawdzić, z czym właściwie poleminuję...

Bagnety


Słyszeliście o stenografii?

Zajrzyjcie także na opowieść o pewnej przygodzie.


© Krzysztof Smirnow 2015